Zakochaj się... w biznesie

Posted by Michał on niedziela, lutego 14, 2016 with No comments

To nieprawda, że do pracy i biznesu można podchodzić bez emocji. Zwłaszcza, jeśli masz „w tym "swój biznes”, by projekt czy przedsiębiorstwo się rozwijały. Albo, gdy jako klient czujesz się autentycznie uwiedziony opowieścią lub propozycją danej firmy.



Rozmawiasz na ulicy, w autobusie, przez telefon, na spotkaniu z rodziną czy przyjaciółmi o swojej i innych osób pracy. Ile razy podczas czyjejś opowieści o pracy czy prowadzonym swoim biznesie poczułeś ciarki na plecach? Ile razy opowieść Cię porwała i zaczarowała? Czy miałeś takie poczucie, że obojętnie co ten ktoś produkuje, kupiłbyś to od niego, niezależnie od potrzeby? I nie mówię tu o nieetycznych technikach stosowanych na różnych pokazach. Chodzi mi o usłyszenie autentycznej fascynacji tym co się robi, „oddanie sprawie”. Ja przynajmniej kilka takich historii słyszałem, od właścicieli mikro i małych firm. Z kilkoma prezesami dużych firm też rozmawiałem i ci „mali” wcale nie mają się czego wstydzić.

Jesteś zakochany w swojej firmie?

Czy, jeśli masz swoją firmę, możesz powiedzieć, że jesteś w niej zakochany? Czy Twój biznes wywołuje w Tobie emocje? Profesjonalizm managerski, zarządczy nie przeszkadza w emocjach, przekazywaniu swoim zaangażowaniem, fascynacją, przykładem działania, istoty i misji swojego biznesu. Bo jakbyś chciał przekonać swoich pracowników do tego, co chcesz osiągnąć? Samo to, że jesteś ich zwierzchnikiem i możesz nawet wymusić określone działania, nie wystarczy. Nie osiągniesz tego też wynajmując nawet najlepsze agencje konsultingowe, które opiszą bardzo dobrze i zgodnie z obowiązującymi trendami strategie, misję, wizję. Jeśli jesteś zakochany w tym co robisz, Twoja opowieść będzie zupełnie inna…

Autentyczny Ty

Ale osiągniesz to wychodząc do ludzi, opowiadając, jak rozpoczynałeś biznes w garażu mając jedną taczkę i mieszalnię do kleju zrobioną ze starej wiertarki, że przez lata popełniłeś masę błędów, ale nie poddałeś się, że kilka pomysłów było schrzanionych, że masz kilku przyjaciół, którzy pomogli kiedy było trzeba, że masz doświadczenie i wiesz dokąd idziesz. Jeśli mówisz prawdę (a nie jest to story powstała wyłącznie w agencji pr) i mówisz ją z pełnym przekonaniem i gdy pracownicy czy klienci wiedzą, że mówisz prawdę, jesteś wygrany. Nawet gdy przyznajesz się do jednej czy drugiej biznesowej porażki i pozornie wystawiasz na strzał, ludzie bardziej Ci ufają, niż komuś, kto jest im obojętny, nieznany, z którym nie łączą ich żadne emocje. Wierzą Ci bardziej, bo widzą, że mimo upadków idziesz dalej. Szanują Cię za odpowiedzialność, zaufanie, odkrycie przed nimi „ludzkiej twarzy”.

Zaryzykuj i otwórz się

Nie będę odkrywczy przypominając prawdę, że obecnie najskuteczniejszym sprzedawcą są emocje i wartości, jakie firma (pracownicy ale też sam właściciel) reprezentuje i ofiarowuje kientowi. To pokaż te emocje, pokaż jak cholernie Ci zależy na Twojej firmie, ale też pokaż swoje dobre strony, jak jesteś z niej dumny. Doceń siebie i swoją firmę, nie bądź fałszywie skromny. Trochę wyluzuj, zmień formę komunikacji. Firma to nie opakowania, siedziba, produkty, logistyka, wizytówki i słupki. Czasem to jest szok, bo przecież bycie prezesem to odpowiedzialność za procesy, ludzi, podejmowanie setek decyzji, podpisywanie dokumentów. A tu podpowiadają Ci, żebyś może pokazał zdjęcia z górskiej wyprawy, podlinkował piosenki ulubionego zespołu, wypowiedział się na temat ważny dla lokalnej społeczności, pokazał emocje. Co Cię interesuje, pasjonuje, co czytasz, jak myślisz, jak rozwiązujesz problemy, jakim jesteś szefem, jakie referencje wystawiają Ci współpracownicy, klienci? Ludzie chcą wiedzieć, naturalnie część wykorzysta to, czego się dowie, aby próbować Cię ośmieszyć. Skoro wyszedłeś ze strefy komfortu, okazałeś emocje, musisz się z tym liczyć. Ale też masz dużo więcej możliwości oddziaływania. Wchodzisz na zupełnie inny poziom komunikacji i relacji. Możesz wykorzystać inne kanały komunikacji. Ile sam nagrałeś filmików z opowieścią o tym, na czym się znasz zawodowo i pasjonujesz? Ile postów o firmie napisałeś? Zdajesz sobie sprawę jak szybko dzięki możesz dotrzeć z komentarzem bezpośrednio do wielu ludzi. Ale tylko wtedy, gdy konsekwentnie przez dłuższy czas będziesz budował taką komunikację i relacje. Gdy ludzie Ci zaufają, gdy chętnie będą zaglądać na profil, by zwyczajnie dowiedzieć się, „co u Ciebie”. Chętniej będą też Ci mówić, co im pasuje a co nie. Będziesz mógł ich słuchać, dyskutować, znów zacieśniać relacje.

Musi być „ogień”

Budując Twoją historię firmy, uchronisz się przed rutyną. Będziesz częściej odnawiał swój zachwyt i swoje zakochanie się w tym co robisz. Odkryjesz to co pasjonujące i twórcze. I nieustannie o tym mów, dziel się swoim entuzjazmem, oczywiście wtedy gdy jest on autentyczny a nie na pokaz. Nie uprawiaj propagandy sukcesu, ale nie żałuj sobie pochwał gdy na nie zasługujesz. Przebijaj się z tym ciągle do świadomości ludzi. Musi ciągle „być ogień”. Ze „zwykłą” informacją się nie przebijesz do mediów, a już na pewno nie na rynku lokalnym, który nie jest przyzwyczajony  i nie odczuwa potrzeby śledzenia na bieżąco poczynań przedsiębiorców. Co Ci zostaje? Powiesz, że zawsze możesz się zareklamować. Można wydać olbrzymi budżet na promocję i komunikację i jakby „wymusić” zwiększone zainteresowanie. Jeśli jednak komunikacja nie będzie autentyczna, przyniesie krótkotrwałą realizację wskaźników, ale nic poza tym. Poza tym, jak pisał przedsiębiorca Leszek Czarnecki: „obecność w mediach, za którą płacisz, nie odzwierciedla Twojego sukcesu, tylko Twoje poniesione koszty”.

Zakochany jak lider

Warto posłuchać Jacka Welcha, który dzieli się swoim bardzo praktycznym doświadczeniem dwudziestoletniego przewodzenia globalnemu koncernowi GE. Książka „Winning znaczy zwyciężać” dotyczy istoty bycia prawdziwym liderem. „Konieczność” bycia liderem dotyczy moim zdaniem przynajmniej w równym stopniu dyrektora w globalnej korporacji jak i właściciela mikro lub małej firmy. Moim zdaniem, nie można nim być dla innych, jeśli samemu nie jest się przekonanym o słuszności tego co się robi i nie stara się tych pozytywnych emocji i przekonań przekazać ludziom w firmie czy otoczeniu. Co zatem robią liderzy według Jacka Welcha? „Liderzy dbają o to, by ludzie żyli wizją firmy na co dzień. Oddziałują na wszystkich, emanując pozytywną energię i optymizmem. Zdobywają zaufanie dzięki otwartości, przejrzystości i uznaniu. Mają odwagę podejmować niepopularne decyzje i odwoływać się do intuicji. Swoim własnym przykładem inspirują do podejmowania ryzyka i uczenia się. Liderzy świętują sukces.”[1]

Kim jest „prywaciarz”?

Nie każdy może i chce być przedsiębiorcą, ale każdy powinien przynajmniej kilku przedsiębiorców dobrze poznać. Dowiedzieć się sporo na temat blasków i cieni prowadzenia przedsiębiorstw, odpowiedzialności, pracy 24/7 (przynajmniej w początkowych etapach). Wielu z nich przeżywało upadki swoich przedsięwzięć, skutki błędnych decyzji, ale nie spotkałem jeszcze ani jednego przedsiębiorcy, który wierząc w słuszność tego co robi i „kocha swoją pracę”, by po upadku, jednym, drugim, dziesiątym, nie chciał spróbować ponownie. Może wolniej, na pewno inaczej, z innym zespołem, ale znów są gotowi rzucić wyzwanie losowi. Szkoda trochę, że nie chcą, albo nie mają ku temu okazji, by dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Bo ten „kapitał” może ich skutecznie odróżnić od przedsiębiorców z przypadku, niesolidnych czy szkodzących dobremu imieniu właścicieli prywatnych firm. Jak wiemy z badań (choćby ubiegłorocznych Fundacji Firmy Rodzinne), na szczęście postrzeganie „prywaciarza” się w Polsce zmienia. Ludzie zaczynają dostrzegać to, że przedsiębiorca kocha swój biznes, że czuje się za niego odpowiedzialny, że za jakość produktów ręczy często własnym nazwiskiem, że przekazuje firmę jako wartość kolejnym pokoleniom. Dla ludzi z zewnątrz to „zakochanie” się w firmie, tysiące mniej lub bardziej radosnych historii i zdarzeń, składających się na opowieść, spoiwo i wyróżnik marki coraz częściej powoduje to, że wciskają guzik z napisem „kupuję to”. Nie chodzi o to, żeby pokazać jak tę miłość jako wartość można spieniężyć, bo dość niebezpiecznie  brzmi, ale żeby uświadomić, że to ta przysłowiowa wisienka na torcie, coś co urzeka, uwodzi, zabiera we wspólną podróż, wywołuje dobre emocje. It`s only love.



[1] J.Welch, Winning znaczy zwyciężać, EMKA 2010,s.83