Obserwując biznes

  • Biznes otwarty wygrywa dwa razy

    Przeglądaliście amerykańskie czasopisma biznesowe? Gdyby wiedzę o gospodarce czerpać tylko z nich, bylibyśmy przekonani, że za oceanem sukces goni sukces. A nawet jeśli...

    Więcej
  • #zaufaniewbiznesie

    Ile skomplikowanych projektów w Polsce się nie udało przez to, że partnerzy w ramach konsorcjum nie mieli do siebie zaufania, lub swoimi działaniami mocno je nadwyrężyli.

    Więcej
  • 10 bez zadyszki

    Co łączy: rewię z kankanem, zagubiony wśród mazurskich lasów i jezior ośrodek wypoczynkowy, mapy i atlasy, poradnik dla kierownika budowy, wreszcie czasopismo dla wielkopolskich przedsiębiorców, zarządzanie projektami i content marketing?

    Więcej

14 sie 2015

Kto będzie Twoim silnikiem, a kto wiatrem?


źródło: Twitter, oficjalny profil miasta 

Ze zrozumieniem intencji kreatorów oficjalnego logo i hasła promocyjnego Leszna miałem problem. Do czasu, gdy zdałem sobie sprawę, że to najlepszy motyw promujący współpracę. Na każdym polu, a szczególnie biznesowym. Jak to wykorzystać?


Wyobraź sobie, że jesteś na lotnisku. Na trawie leży wyciągnięty z hangaru błyszczący podłużny kadłub szybowca. Pada hasło: "rozwiń skrzydła" - po doczepieniu skrzydeł szybowiec prezentuje się pięknie, zasięg ramion ma naprawdę imponujący. Ale nadal leży na trawie. Nie ma szans, żeby sam wzbił się w niebo, tam gdzie będzie mógł w pełni zaprezentować swoje umiejętności i cieszyć oko majestatycznym, pięknym i niespiesznym lotem.

Bądź jak szybowiec...

Szybowce są kojarzone w Lesznem od zawsze, przy dobrej pogodzie krążą nad miastem praktycznie codziennie, jedną z głównych imprez promujących miasto jest doroczny Piknik Szybowcowy a szkoła szybowcowa na lotnisku w Strzyżewicach wykształciła nie jednego mistrza. Odbywają się tu zawody rangi światowej, każdego przyjezdnego wita zaraz po wyjściu z pociągu jedyny w Polscepomnik... szybowca (z manekinem pilota w środku). Trudno zatem (może poza żużlem), znaleźć bliższe skojarzenie z Lesznem  niż szybowiec. Problem może pojawić się w momencie, gdy szybowiec + "rozwiń skrzydła" są hasłem promocyjnym miasta.

... współpracuj

Weźmy takiego przedsiębiorcę. "Rozwiń skrzydła" - obietnica brzmi ciekawie, Leszno jawi się jako miasto szerokich perspektyw. Tyle, że jak szybowiec, zostaniesz dalej na ziemi, z rozwiniętymi skrzydłami, ale bez efektów. Oznacza to, że - pozbawiony silnika i mocy sprawczej - sam nie wzbijesz się w powietrze. Dlatego musisz znaleźć kogoś kto:
  • będzie Twoim motorem i wyniesie Cię w przestworza,
  • będzie Twoim wiatrem i pozwoli Ci wykorzystać możliwości Twoich skrzydeł.
Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość abstrakcyjnie. Ale w tym momencie właśnie o to chodzi. Biznes w obecnych czasach w pojedynkę jest trudny. Sieci współpracy, budowanie relacji, współzależności, efekt synergii i skali to nie są puste zaklęcia. Wykorzystanie sprzyjających warunków i pojawiających się okazji, czyjejś praktycznej wiedzy i wieloletniego doświadczenia - to jest motor, który  na holu wynosi w powietrze.
W biznesie jak w powietrzu: jesteś zależny od warunków i od Twoich relacji z otoczeniem, zwłaszcza jeśli, jak szybowiec, nie masz własnego silnika a jedynie skrzydła.
 Dalej możesz już, wykorzystując Twoje atuty i rozpiętość skrzydeł, szybować po rynku, rozwijając swoją firmę. Zawsze pamiętaj o wietrze, czyli Twoim biznesowym otoczeniu - firmach z którymi robisz interesy, które są Twoimi dostawcami, potencjalnych klientach, interesariuszach - nazwy i relacje można mnożyć. Jedno jest pewne i strasznie banalne przy okazji: jeśli zaniedbasz troskę o któryś element układanki, rąbniesz z hukiem o ziemię. 
Tak o to logo i hasło promocyjne Leszna stało się przyczynkiem do meraforycznego rozważania o zależnościach biznesowych. Ale to ma sens. Miasto powinno zachęcać do tego, by w tym konkretnym miejscu rozwijać skrzydła swoich umiejętności, dbając przy tym o rozwój "motorów" i sprzyjające warunki do swobodnego lotu dla każdego. Pomyślnych wiatrów!

4 sie 2015

Jesteś marką… zawsze

fot. Unsplash/Pixabay, lic. CC0

„Zawsze” są ważniejsze sprawy. Projekt, kolejny projekt, lista rzeczy do zrobienia ma tendencję do powiększania. Ciężko powiedzieć  stop i przypomnieć sobie, co jest naprawdę ważne. Sam miałem niedawno taki „kryzys” zawodowy, kiedy musiałem sobie powiedzieć gwałtownie STOP. Książka „Jesteś marką”, która pojawiła się we właściwym dla mnie momencie zachęciła mnie do rzetelnego i auto-uczciwego zajrzenia wgłąb siebie i posegregowania sobie tego co ważne, a co trzeba natychmiast odpuścić, by moje „ja” było wiarygodne i nie rozmieniło się na drobne.


Gdy natknąłem się na informację o tej książce w Internecie, wzruszyłem ramionami. Przemknęło mi przez myśl: no tak kolejna pozycja z serii „poradnik jak odnieść sukces w 5 krokach”, zwłaszcza że słowo sukces pojawia się na okładce wzmocnione hasłem „Jesteś marką”, przywodzącym na myśl „jesteś zwycięzcą”. Ale zanim przeszedłem do następnych polecanych książek, zajrzałem, jak zawsze, do zamieszczonego krótkiego fragmentu, opinii, potem na bloga… Ostatecznie przekonało mnie jedno zdanie Wojciecha Eichelbergera, że książka: 
„(…) poprowadzi do świata, gdzie egoizm, arogancja i agresja przestaną się opłacać, a dobra marka i wynikające z niej zaufanie staną się najbardziej poszukiwanym dobrem.” 

Prawda, że rzadko ktoś w ten sposób opisuje rzeczywistość, w której chciałby się znaleźć? Ponieważ mam cały czas przekonanie (i zdania nie zmienię), że zaufanie, w tym także zaufanie w biznesie będzie już niedługo najważniejszym kapitałem, już nie było odwrotu. Musiałem zamówić tę książkę.

Nikogo do lektury tej książki przekonywać nie będę. Każdy musi sam wiedzieć, czy jest gotów zmierzyć się ze sobą. Jeśli zaczniesz na serio odpowiadać na pytania Autorki, może boleć. Ale czasem taka autoterapia i rachunek sumienia są potrzebne. Ja mam już przeczucie, że skorzystałem wiele. A pewnie rzeczywiste efekty przepracowania treści przyjdą z czasem. Napiszę w kilku punktach, co mnie przekonało.

Kod wartości

Mam duży szacunek i podziw dla Autorki za to w jaki sposób pisze o wartościach. Pokazuje, często na konkretnych przykładach, jakie mają one bezpośrednie przełożenie na rzeczywistość. Takie wartości jak zaufanie czy uczciwość, są według Joanny Malinowskiej Parzydło, podstawą życia i biznesu a nie jakimś wydumanym wyróżnikiem. Są warunkiem sine qua non a nie luksusem, na który mogą sobie pozwolić nieliczni. Dopiero po zaakceptowaniu takiego podejścia można przystąpić do konstruowania prawdziwej marki osobistej.

Zaufanie

Nie mam specjalnego doświadczenia biznesowego, natomiast to którym dysponuję, pozwala mi na ocenę, jak ważne jest zaufanie i jak katastrofalny dla relacji biznesowych jest jego brak. I to na każdym stopniu nie tylko prezesowskim czy dyrektorskim. Mam okazję rozmawiać z przedsiębiorcami i managerami. Mówią w większości wprost: „Okradziono nas. Nie nauczono nas jak sobie nawzajem ufać, musimy na nowo odtwarzać i budować etos przedsiębiorcy, udowadniać sobie nawzajem, że nie chodzi o to kto kogo i po jakich trupach do celu”. A w marce osobistej przecież zaufanie jest najważniejsze. Bo na czym oprzeć pierwszy krok, że jesteś tym za kogo się podajesz? Później zbudujemy relację, bogatsi o wzajemne doświadczenia, ale na początku zawsze chodzi o zaufanie.

Odpowiedzialność i wymagania

Obrodziło nam mistrzów motywacji, projektantów kariery, przewodników rozwoju osobistego. Co jeden, amerykański czy polski, to lepszy… sprzedawca swoich usług. Mam bardzo prosty sposób na odróżnienie „fałszywych proroków”. Wystarczy sprawdzić, czy wspominają o odpowiedzialności i stawiają wymagania. Żaden sukces nie przychodzi łatwo, poza tym oprócz prawa do jego osiągnięcia są jeszcze obowiązki. 
W „Jesteś marką” wiele razy natrafiłem na przypomnienie o odpowiedzialności, nie tylko za swój wizerunek i markę, ale też za otoczenie, ludzi z którymi się pracuje. To przecież potem oni wystawią nam rekomendację, opinię i dzięki nim nasza reputacja będzie taka a nie inna.
 Wymagania autorka stawia również konkretne i niełatwe. Ale jeśli chce się dowiedzieć prawdy, to nie ma rady, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Proces a nie przepis

To o czym wspominałem na początku. Budowa własnej marki to długotrwała praca nad sobą, proces, nie „krótka droga w pięciu krokach”. Żeby było trudniej, to trzeba pamiętać, że reputację buduje się latami a trafi w sekundę. Niby truizm, ale jak pokazała Autorka na przykładach, nie taki znów oczywisty. Nie znalazłem tu ani jednego zdania z prostą obietnicą:
„zrób tak i tak, na pewno osiągniesz sukces”. Spełnienie wymagań A i B nie gwarantuje efektu C. Za to można znaleźć wiele informacji i doświadczeń, które mogą okazać się pomocne i towarzyszyć w drodze do sukcesu, wspomagać i budować. To już jest coś.

Efektywność a nie efektowność

Czasem za bardzo ufamy showmanom. Wierzymy, że to co mówią jest prawdą, bo przecież, skoro mają śmiałość, by publicznie tak mówić, to znaczy że coś jest na rzeczy. Czasem wraca jednak stara prawda: „krowa, która dużo ryczy, daje mało mleka”. Nie słucham więc showmanów, ale czytam i wierzę przekazom, które na pierwszym miejscu stawiają efektywność. Konkret oparty na autentycznej wiedzy i doświadczeniu. W „Jesteś marką” jednego i drugiego znalazłem pod dostatkiem. Wpierw zastanówmy się, co mamy do powiedzenia a potem dopiero jak to przekazać. Zadbajmy o treść, a później o formę. Autentyczność, mimo że czasem nie tak atrakcyjna (bo konkretna i wymagająca) na pierwszy rzut oka jak różne maski i uśmiechy, w dłuższej perspektywie cierpliwie wygrywa.

Amerykańska po polsku

„Jesteś marką” to książka wyjątkowa dla mnie również pod względem stosowanego przez Autorkę języka i sposobu narracji. Często po lekturze spisu treści i kilkunastu pierwszych zdań wiadomo czy książkę adresowaną do biznesu napisał Polak czy nie. Moje subiektywne zdanie jest takie, że pisane przez Polaków (przynajmniej tych, którzy nie mieli okazji za dużo mieć styczności z biznesem „zachodnim” czyli powiedzmy, pozaeuropejskim) są: zbyt akademickie, pisane bez pewności siebie, często z fałszywą skromnością i jakimś kompleksem. „Rozumiecie, że po okresie komunizmu to o kapitalistycznym biznesie za wiele nie wiemy, więc nie będziemy za dużo mówić, bo co sobie pomyślicie...”
A tu znów niespodzianka. A raczej co najmniej kilka niespodzianek. Użycie wartości jako punktów konstrukcyjnych tożsamości biznesowej.  Poprawne używanie języka polskiego jako przejaw patriotyzmu. Odrobina patosu, która nie szkodzi a wskazuje, co jest naprawdę ważne i wartościowe. I język – prosty i barwny, unikający akademickich, rozbudowanych definicji. No i doceniam Autorkę za to, że w tej książce jest wszystko czego szukam w rozmowach z przedsiębiorcami: autentyczne własne doświadczenia, chęć do dzielenia się wiedzą,  pokazanie swojej pozycji na rynku, brak kompleksów biznesowych, świadomość swojej marki.

 Obietnica książki zawarta w jej recenzji na okładce została spełniona. Przeczytałem tę książkę (raz w całości, teraz w wybranych fragmentach), choć czasem jej lektura kosztuje dużo. Nie w sensie finansowym, bo ten koszt jest – moim zdaniem – niewspółmiernie niski do zawartości i efektów, które może przynieść jej przepracowanie, ale ciężko czasem przed samym sobą przyznać, jak wiele błędów się popełnia i jak wielu rzeczy zaniedbuje, czego dowodem jest choćby ten mój blog, dawno nie aktualizowany. Ale obiecuję poprawę.