Biznes otwarty wygrywa dwa razy

Posted by Michał on wtorek, lutego 10, 2015 with No comments

Przeglądaliście amerykańskie czasopisma biznesowe? Gdyby wiedzę o gospodarce czerpać tylko z nich, bylibyśmy przekonani, że za oceanem sukces goni sukces. A nawet jeśli w jakimś momencie właścicielowi/ managerowi powinęła się noga to i tak jest w stanie przekuć to zwycięstwo, bo jest o jedno doświadczenie biznesowe bogatszy. 

U nas póki co o sukcesach milczymy, zasłaniając się argumentem, że „pieniądz lubi ciszę”, lub stwierdzeniem, „nie będziemy podpowiadać konkurencji”. Poza tym zawistników i hejterów nie brakuje, prawda? A o porażkach również wspominać nie warto, nie pozwolimy na błędach nikomu się uczyć (sobie przy okazji również). A zatem kumulujemy wiedze, doświadczenie i strzeżemy ich zazdrośnie.
 Na profilach amerykańskich przedsiębiorców z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem,  często można zauważyć dopisek: mentor. Mentoringiem zajmują się nie tylko biznesmeni –emeryci ale również czynni zawodowo. Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, ogromnym kapitałem, wychowywanie kolejnych pokoleń managerów traktują nie tylko jako hobby ale wręcz jako swój obowiązek.
Nie chodzi o propagandę sukcesu. Niektóre polskie biznesy próbowały i próbują bezkrytycznie kopiować amerykańskie wzorce, okraszając to nowomową widzącą sukces wszędzie i zawsze, przyjaznym poklepywaniem, gratulacjami z mało szczerym uśmiechem. Jeśli zatem nie o to chodzi, to o co?

Dzielenie się wiedzą

Na profilach amerykańskich przedsiębiorców z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem,  często można zauważyć dopisek: mentor. Mentoringiem zajmują się nie tylko biznesmeni –emeryci ale również czynni zawodowo. Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, ogromnym kapitałem, wychowywanie kolejnych pokoleń managerów traktują nie tylko jako hobby ale wręcz jako swój obowiązek. Robią to na wiele sposobów: piszą studia przypadków, analizy, pokazują w jaki sposób tworzą strategie, odsłaniają kulisy prowadzenia biznesu. Wydają książki, szkolą, są dobrymi mówcami, motywują, rozwijają. U nas… moim zdaniem tego brakuje. Dlaczego?

Luka w biznesowym myśleniu

Brakuje nam jednego pokolenia przedsiębiorców, którzy z uwagi na system polityczno-gospodarczy nie mieli szansy rozwinięcia swoich talentów. Ci, którzy zakładali biznesy po 89 roku wciąż nie odpuszczają, są aktywni, często nie myślą jeszcze o sukcesji, nie próbują odnaleźć się w roli mentorów, obserwatorów, komentatorów. A młodsi są wciąż na dorobku, głodni sukcesów, zajęci mozolnym rozkręcaniem biznesów, tym bardziej, że brakuje im gotowych wzorców i wskazówek. W zmiennym świecie często dzisiaj nie sprawdza się rozwiązanie, które prowadziło do sukcesu 5 lub nawet 3 lata temu, to prawda. Ale, jak pokazują historie wielu startupów, o ile nie ma co się obawiać o kreatywność i innowacyjność młodego pokolenia przedsiębiorców, o tyle ciężko im poradzić sobie z opanowaniem żelaznych prawd prowadzenia biznesu: choćby tego, że wpierw trzeba znaleźć klienta, który zapłaci za nasz produkt, niż poświęcenie 100% czasu na dopieszczanie swojego produktu, po to żeby na końcu dowiedzieć się, że rynek przechodzi obok niego zupełnie obojętnie. Dlatego w realnym biznesie zazwyczaj lepiej radzą sobie startupy, które wzięli pod swoje skrzydła inwestorzy prywatni. Wchodząc z wiedzą i kapitałem do firmy, jednocześnie pilnują swojego – po części – biznesu.

Współpraca procentuje

W poprzedniej perspektywie budżetowej Unia Europejska wspierała m.in. biznesową kooperację, dając pieniądze m.in. na tworzenie klastrów. Więc powstały nad Wisłą i Wartą liczne klastry: spożywcze, budowlane, wydawnicze. Ich celem miała być współpraca, szansa dla MSP na osiągnięcie synergii w myśl zasady „duży może więcej”. Problem w tym, że członkom klastrów (w większości) brakuje cechy niezbędnej do współpracy: zaufania. Bo przecież gdy wiem o intratnym kontrakcie, nie podzielę się wiedzą z kolegą z podobnej firmy budowlanej, bo a nuż sprzątnie mi go sprzed nosa zamiast stworzyć wspólną ofertę. Brak zaufania podkopuje istotę klastra i całą ideę kooperacji. Trochę inaczej wygląda to w wypadku firm „nowych”, gdzie młodzi przedsiębiorcy nie mają oporów przed współpracą, widząc korzyści płynące ze współpracy z rzeczywistą czy potencjalną konkurencją. To osobny, duży temat. Dość wspomnieć o „ulicach samochodowych”, czy zrzeszeniach restauratorów. O tym kiedy indziej.

Wracając do punktu wyjścia

Nie można wymusić na kimś podzielenia się swoją wiedzą. Nie można wyjść jak Irek Bieleninik w reklamie środka do mycia naczyń, który z palcem skierowanym w oko kamery trochę grozi: „Nie jesteś przekonana? Przyjedziemy do ciebie z kamerą!”. Ale też nie o to chodzi. Miejmy nadzieję, że przedsiębiorcy sami niedługo zrozumieją, że zaufanie w biznesie, współpraca no i dzielenie się doświadczeniem tworzy korzyści i wraca procentując.


#zaufaniewbiznesie #współpraca #dzielsięwiedzą #doświadczenieprocentuje