Obserwując biznes

  • Biznes otwarty wygrywa dwa razy

    Przeglądaliście amerykańskie czasopisma biznesowe? Gdyby wiedzę o gospodarce czerpać tylko z nich, bylibyśmy przekonani, że za oceanem sukces goni sukces. A nawet jeśli...

    Więcej
  • #zaufaniewbiznesie

    Ile skomplikowanych projektów w Polsce się nie udało przez to, że partnerzy w ramach konsorcjum nie mieli do siebie zaufania, lub swoimi działaniami mocno je nadwyrężyli.

    Więcej
  • 10 bez zadyszki

    Co łączy: rewię z kankanem, zagubiony wśród mazurskich lasów i jezior ośrodek wypoczynkowy, mapy i atlasy, poradnik dla kierownika budowy, wreszcie czasopismo dla wielkopolskich przedsiębiorców, zarządzanie projektami i content marketing?

    Więcej

10 lut 2015

Biznes otwarty wygrywa dwa razy

Przeglądaliście amerykańskie czasopisma biznesowe? Gdyby wiedzę o gospodarce czerpać tylko z nich, bylibyśmy przekonani, że za oceanem sukces goni sukces. A nawet jeśli w jakimś momencie właścicielowi/ managerowi powinęła się noga to i tak jest w stanie przekuć to zwycięstwo, bo jest o jedno doświadczenie biznesowe bogatszy. 

U nas póki co o sukcesach milczymy, zasłaniając się argumentem, że „pieniądz lubi ciszę”, lub stwierdzeniem, „nie będziemy podpowiadać konkurencji”. Poza tym zawistników i hejterów nie brakuje, prawda? A o porażkach również wspominać nie warto, nie pozwolimy na błędach nikomu się uczyć (sobie przy okazji również). A zatem kumulujemy wiedze, doświadczenie i strzeżemy ich zazdrośnie.
 Na profilach amerykańskich przedsiębiorców z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem,  często można zauważyć dopisek: mentor. Mentoringiem zajmują się nie tylko biznesmeni –emeryci ale również czynni zawodowo. Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, ogromnym kapitałem, wychowywanie kolejnych pokoleń managerów traktują nie tylko jako hobby ale wręcz jako swój obowiązek.
Nie chodzi o propagandę sukcesu. Niektóre polskie biznesy próbowały i próbują bezkrytycznie kopiować amerykańskie wzorce, okraszając to nowomową widzącą sukces wszędzie i zawsze, przyjaznym poklepywaniem, gratulacjami z mało szczerym uśmiechem. Jeśli zatem nie o to chodzi, to o co?

Dzielenie się wiedzą

Na profilach amerykańskich przedsiębiorców z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem,  często można zauważyć dopisek: mentor. Mentoringiem zajmują się nie tylko biznesmeni –emeryci ale również czynni zawodowo. Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, ogromnym kapitałem, wychowywanie kolejnych pokoleń managerów traktują nie tylko jako hobby ale wręcz jako swój obowiązek. Robią to na wiele sposobów: piszą studia przypadków, analizy, pokazują w jaki sposób tworzą strategie, odsłaniają kulisy prowadzenia biznesu. Wydają książki, szkolą, są dobrymi mówcami, motywują, rozwijają. U nas… moim zdaniem tego brakuje. Dlaczego?

Luka w biznesowym myśleniu

Brakuje nam jednego pokolenia przedsiębiorców, którzy z uwagi na system polityczno-gospodarczy nie mieli szansy rozwinięcia swoich talentów. Ci, którzy zakładali biznesy po 89 roku wciąż nie odpuszczają, są aktywni, często nie myślą jeszcze o sukcesji, nie próbują odnaleźć się w roli mentorów, obserwatorów, komentatorów. A młodsi są wciąż na dorobku, głodni sukcesów, zajęci mozolnym rozkręcaniem biznesów, tym bardziej, że brakuje im gotowych wzorców i wskazówek. W zmiennym świecie często dzisiaj nie sprawdza się rozwiązanie, które prowadziło do sukcesu 5 lub nawet 3 lata temu, to prawda. Ale, jak pokazują historie wielu startupów, o ile nie ma co się obawiać o kreatywność i innowacyjność młodego pokolenia przedsiębiorców, o tyle ciężko im poradzić sobie z opanowaniem żelaznych prawd prowadzenia biznesu: choćby tego, że wpierw trzeba znaleźć klienta, który zapłaci za nasz produkt, niż poświęcenie 100% czasu na dopieszczanie swojego produktu, po to żeby na końcu dowiedzieć się, że rynek przechodzi obok niego zupełnie obojętnie. Dlatego w realnym biznesie zazwyczaj lepiej radzą sobie startupy, które wzięli pod swoje skrzydła inwestorzy prywatni. Wchodząc z wiedzą i kapitałem do firmy, jednocześnie pilnują swojego – po części – biznesu.

Współpraca procentuje

W poprzedniej perspektywie budżetowej Unia Europejska wspierała m.in. biznesową kooperację, dając pieniądze m.in. na tworzenie klastrów. Więc powstały nad Wisłą i Wartą liczne klastry: spożywcze, budowlane, wydawnicze. Ich celem miała być współpraca, szansa dla MSP na osiągnięcie synergii w myśl zasady „duży może więcej”. Problem w tym, że członkom klastrów (w większości) brakuje cechy niezbędnej do współpracy: zaufania. Bo przecież gdy wiem o intratnym kontrakcie, nie podzielę się wiedzą z kolegą z podobnej firmy budowlanej, bo a nuż sprzątnie mi go sprzed nosa zamiast stworzyć wspólną ofertę. Brak zaufania podkopuje istotę klastra i całą ideę kooperacji. Trochę inaczej wygląda to w wypadku firm „nowych”, gdzie młodzi przedsiębiorcy nie mają oporów przed współpracą, widząc korzyści płynące ze współpracy z rzeczywistą czy potencjalną konkurencją. To osobny, duży temat. Dość wspomnieć o „ulicach samochodowych”, czy zrzeszeniach restauratorów. O tym kiedy indziej.

Wracając do punktu wyjścia

Nie można wymusić na kimś podzielenia się swoją wiedzą. Nie można wyjść jak Irek Bieleninik w reklamie środka do mycia naczyń, który z palcem skierowanym w oko kamery trochę grozi: „Nie jesteś przekonana? Przyjedziemy do ciebie z kamerą!”. Ale też nie o to chodzi. Miejmy nadzieję, że przedsiębiorcy sami niedługo zrozumieją, że zaufanie w biznesie, współpraca no i dzielenie się doświadczeniem tworzy korzyści i wraca procentując.


#zaufaniewbiznesie #współpraca #dzielsięwiedzą #doświadczenieprocentuje

2 lut 2015

Tata, to umawiamy się tak…

Do negocjowania warunków umów będę zatrudniał własne dziecko. Nie znam skuteczniejszego (i wdzięczniejszego) od Wojtka "manipulanta", który nie ma żadnych problemów z komunikacją. Skrupułów podobnie. Ma za to dopiero niecałe 4 lata.








Pamiętacie książkę Roberta Cialdiniego o wywieraniu wpływu? Pamiętam, że gdy ją czytałem od razu chciałem się zapisać na dość drogie szkolenie utrwalające podaną tam wiedzę. Dobrze, że nie skorzystałem. Teraz podobne szkolenie, tyle że darmowe, mam codziennie w domu.

Scenka I.

Nadchodzi północ, wszyscy już chcą spać, Wojtek budzi się, siada na łóżku i przytomnym jak na tę porę głosem mówi: Poczytaj mi bajkę. Gotowa odpowiedź na słaby opór, że przecież wszyscy o tej porze śpią brzmi: Ale przecież musisz mi poczytać. W telewizji mówili, że cała Polska czyta dzieciom…
Społeczny dowód słuszności.

Scenka II.

Tata, zbudujemy z klocków statek kosmiczny.
- Za chwilę, jak skończymy sprzątanie.
- Ale nie, teraz, jestem zmęczony już tym sprzątaniem.
- Za chwilę.
- Teraz. Musisz być dla mnie miły, przyniosłem Ci przecież wafelka.
Reguła wzajemności.

Scenka III.

Po dłuższej rozmowie dotyczącej konieczności jedzenia o określonych porach:
- No dobra, zjem ten obiad, ale się pospiesz, bo mam tylko tyle minut (pokazuje dwa palce), potem mam dużo pracy i jestem zajęty.
Reguła niedostępności.

Scenka IV.

Autorytetem dziecka cieszą się często te osoby, które mogą coś pomóc, umieją i chcą się mu do czegoś przydać. Dziadek umie wszystko naprawić w piwnicy, babcia gotuje dobre zupki, tata będzie się bawił a jak trzeba to i garaż z poduszek zrobi, ciocia …. I tak dalej. Oczywiście poza wszelkimi kategoriami jest mama, bo wiadomo, do niej ze wszystkim. Od niedawna autorytet mierzy się również tym, że w przypadku wywinięcia jakiegoś numeru, dziecko bardzo nie chce, aby informacja o tym wybryku dotarła do konkretnej osoby. – Tylko nie mów: mamie, tacie, babci, pani X. Właśnie, pani X, czyli pani z przedszkola, to nowy autorytet. Wykorzystywany np. tak:
- Mogę zagrać w grę na twoim telefonie, w te szybkie wyścigi…
- Możesz, ale teraz miałeś się nauczyć tego wierszyka do przedszkola
- Ale pani X nie powiedziała że teraz, tylko na dzień babci.
- Dzień babci jest już niedługo, więc trzeba się nauczyć.
- To umówimy się, że jak pogram to się nauczymy.
- Nie, musimy się nauczyć najpierw, potem pograsz. Pani X mówiła, że jak babcia i dziadek przyjdą do przedszkola, to będą głośno bić brawo, jak usłyszą, że pięknie mówisz wierszyk.
- No dobra, nauczę się…
1 autorytet przebity 3 autorytetami.

Scenka V.

- Tata, zbudujesz mi więzienie z klocków? Złapałem złodzieja i nie mam go gdzie wsadzić.
- OK., choć, budujemy.
Więzienie zbudowane.
- Ale super więzienie. Tata, miałeś super pomysł z tym więzieniem, zbudujesz mi teraz taki mały domek dla policjanta?
Domek zbudowany.
- Tata, to jak już mamy domek dla policjanta i więzienie to jeszcze zbudujesz mi taki mały garaż na samochody policyjne? To nie dużo pracy, a będę miał już wszystko zbudowane i nie będzie klocków…
Reguła zaangażowania i konsekwencji

Cieszę się na każde negocjacje z synem, gdyż wiem, że będą uczciwe, ze szczerym postawieniem sprawy. Jego stanowisko jest poparte rzeczowymi argumentami, postawionymi po wnikliwej obserwacji, wyłapaniu szeregu niuansów. Po tym wszystkim jest gotowy do gry, przy której okazuje się, że wszyscy wygrywają. A przynajmniej tak wszystkim jej uczestnikom się wydaje.

Jeśli chcecie mogę Wam opowiedzieć później jeszcze o technikach negocjacji, które z powodzeniem stosuje. Począwszy od pozornego ustępstwa (już będę grzeczny…) przez zdechłą rybę, balon próbny (paczcie jaki ładny tablet pokazują w telewizji, albo może ten mały samochodzik mi kupicie…) skubanie. O wymuszeniu na szczęście nie ma mowy. Zawsze, gdy już nie udaje się przekonać swoimi argumentami, zapytać wprost: A czemu nie?

No dobrze tata, to umówiliśmy się, daj rączkę na zgodę. Dlaczego jeszcze nie wziąłeś się do pracy, jak mówiłem?