Obserwując biznes

  • Biznes otwarty wygrywa dwa razy

    Przeglądaliście amerykańskie czasopisma biznesowe? Gdyby wiedzę o gospodarce czerpać tylko z nich, bylibyśmy przekonani, że za oceanem sukces goni sukces. A nawet jeśli...

    Więcej
  • #zaufaniewbiznesie

    Ile skomplikowanych projektów w Polsce się nie udało przez to, że partnerzy w ramach konsorcjum nie mieli do siebie zaufania, lub swoimi działaniami mocno je nadwyrężyli.

    Więcej
  • 10 bez zadyszki

    Co łączy: rewię z kankanem, zagubiony wśród mazurskich lasów i jezior ośrodek wypoczynkowy, mapy i atlasy, poradnik dla kierownika budowy, wreszcie czasopismo dla wielkopolskich przedsiębiorców, zarządzanie projektami i content marketing?

    Więcej

20 wrz 2017

Czy centrum Leszna jest #bliżej?

Czy i jak można przeobrazić centrum Leszna, przede wszystkim od strony podażowej, komercyjnej oferty: sklepów stacjonarnych, usług, restauracji, kawiarni, klubów. Czy wspólna promocja, wymiana doświadczeń, budowanie nowej przewagi i wykorzystywanie pretekstów mogą coś (i w jaki sposób) zmienić.

Zaproponowałem spojrzenie #bliżej na wielu płaszczyznach:
  • #bliżej bo w centrum miasta, przestrzeni, do której wszystko naturalnie i historycznie jest skierowane,
  • #bliżej klientów: wartościami, serwisem, ofertą, uśmiechem,
  • #bliżej jeden przedsiębiorca drugiego i wynikająca z tego możliwa współpraca,
  • #bliżej bo niedaleko, gdzie przemieszczanie jest łatwiejsze, wszystko jest w zasięgu krótkiego spaceru lub przejażdżki rowerem,
  • #bliżej przez możliwość skutecznej wspólnej promocji,
  • #bliżej bo handel i usługi w centrum to biznes przeważnie rodzinny, często od pokoleń, przełożenie na to akcentów zrobi różnicę,
  • #bliżej bo zajęcie się logistyką i dostępnością zakupionych produktów czy jednolite standardy serwisu posprzedażowego również zrobią różnicę,
  • #bliżej siebie, bo obecność w centrum to więcej szans na spotkanie pod pretekstem, bo tu jest ich mnóstwo: zakupy, uslugi, kawiarnie, kultura, urzad, poczta, bank, mieszkanie, żłobek
  • #bliżej codziennych spraw przedsiębiorców: wymiana doświadczeń i zwrócenie uwagi na możliwe do dokonania mikrozmiany, jak choćby dekoracja przed sklepem czy ujednolicone witryny,
Do tego wszystkiego są oczywiście odpowiednie narzędzia, których teraz nie będziemy opisywać. Niczego tutaj nie odkryłem, ale pokazuję, w jaki sposób moje ulubione narzędzie marketingowe - content marketing - także tutaj może zrobić dobrą robotę. Dlaczego?

Preteksty

Nie ma co obrażać się na rzeczywistość, która momentami na pewno różowa nie jest. Ale jest mnóstwo pretekstów, które odpowiednio (ale zgodnie z prawdą) opowiedziane mogą budować zupełnie nową opowieść o centrum miasta. Nowy klub, na dość kłopotliwej ulicy, który stał się miejscówką teatrzyku dla dzieci. Nowa kawiarnia z muzyką na żywo, którą goście postrzegają jako taką oazę, również dzięki zaangażowaniu, pasji i codziennej obecności właściciela. W zniszczonej tkance starych budynków strych, przerabiany przez lokalnego architekta na 102 metrowy apartament-perełkę. Nowy budynek wciśnięty między starą zabudowę, budowany przez inwestora na przekór warunkom: jeśli nie masz miejsca na postawienie żurawia, zawsze możesz go wstawić w środek nowego budynku, potem się go wyciągnie, prawda? Kawiarnie, prowadzone nieprzerwanie od trzech pokoleń, które zmieniają się wraz z klientami. Pozostałości po fabryce szpilek, pianin - dumna historia złotej ery rozkwitu gospodarczego miasta z okresu międzywojennego. Dla content managera - worek bez dna.

Nie tylko historia

To również wiele nowych firm, prowadzonych z pasją, pokazujących że można tchnąć nowego ducha nie tyle inną ofertą handlową, ale też zróżnicowaniem działalności, naciskiem na usługi, w dodatku kreatywne. Nie szukamy przecież już przede wszystkim taniości. Jesteśmy skłonni wydać całkiem spore pieniądze nie tyle na nowy mebel albo pieczołowicie odrestaurowany stary, ale też po to by nauczyć się samemu malować stare krzesła, robić obicia, skrzynki na kwiaty czy domek na drzewie dla dziecka. 
Zresztą dla dzieci oferta też się zmienia. Rodzice wciąż szukają nowych rozrywek. I także znajdują to w centrum miasta. Bawialnia, wspomniany teatrzyk, warsztaty pieczenia pierników, plac zabaw na małym skwerze o który walczą sami rodzice. Powstające escape roomy, pokoje zabawek, kluby gier planszowych... Można by tak wyszukiwać i pokazywać dobre przykłady jeszcze długo. Nawet spory wybieg z przeszkodami dla psów, to też jest w centrum miasta. Czy ktoś może powiedzieć potem: "tu nic się nie udaje, to centrum umiera"? Nie, ale też nie oznacza to, że cokolwiek zrobi się samo. Trzeba świadomie wysupływać te preteksty, pokazywać i umiejętnie adaptować.

Wyczucie przewagi

Ileż to możliwości zbudowania i wykorzystania przewag konkurencyjnych, tworzenia historii własnego biznesu, ale nie osobno, tylko w połączeniu, sieciowaniu z biznesem sąsiada, we współpracy z miastem, które obecnie gra mocno na ubogacenie oferty centrum i przyciągnięcie klientów. I to takich, którzy są skłonni zapłacić za kolację na świeżym powietrzu przy okazji Kina ze smakiem, czy zamiast zjeść w domu przyjdą na śniadanie na Rynkach śniadaniowych, przy okazji korzystając z licznych atrakcji i spotykając się przyjaciółmi. 

Stacja biznes

I wreszcie - pomysł zagospodarowania pustego lokalu po sklepie na miejsce trochę coworkingowe, trochę warsztatowe i trochę po prostu: spotkaniowe to też ważny element zmiany. Gdzie urząd i miasto jest bardzo blisko - dzięki wielkim przeszklonym witrynom i wejściu prosto z chodnika przez otwarte wciąż drzwi. Gdzie można będzie promować swoją firmę inaczej - dzieląc się doświadczeniem, inspirując, działając. Jest jeszcze wiele barier do przełamania, zaczynając od braku zaufania i kalkulowania zysków ze współpracy w krótkiej perspektywie.
Content marketingiem i Stacją biznes nie załatwimy wszystkich problemów centrum miasta. Ale można pokazać, jak znajdywać szanse, rozwiązania, zmieniać spojrzenie. To z czasem zaprocentuje.
To co powyżej, to mój pomysł na centrum, mój punkt widzenia. Chętnie poznam inne spojrzenie, inne pomysły. Bo z tego wynika zmiana, dzięki której centrum staje się #bliżej.

21 mar 2017

7 wskazówek skutecznej komunikacji dla małej firmy


Zakład szewski, sklep z firanami, producent szpilek, butik odzieżowy, mała kawiarnia,  twórca ręcznie robionych dekoracji –  to właśnie małe przedsiębiorstwa mają bardzo duży potencjał promocyjny, który często jest niewykorzystany. A wystarczy zacząć opowiadać i rozmawiać z klientami, także wirtualnie.


Czy codzienność pracy w firmie może być interesująca dla kogoś z zewnątrz? Gdy w poprzedniej pracy rozpoczynałem współpracę z klientami nad strategiami komunikacji, jako pierwsze z drugiej strony padało to pytanie, pełne wątpliwości: „Wszystko OK, ale o czym my będziemy pisać na naszym profilu/ stronie/ w magazynie?” Potem… w każdym przypadku okazywało się, że tekstów, materiałów, pomysłów było aż za dużo. To czym żyje każda firma, przede wszystkim jej pracownicy, ich wiedza i doświadczenie a także produkty czy usługi mogą zaciekawić odbiorcę. Potem zaangażować go, wciągnąć w relację i oczywiście… pomóc mu w podjęciu decyzji, by został klientem i wracał. Jak to zrobić, niezależnie od branży i wielkości firmy?

1. Podziel się emocjami

Ponoć emocje w biznesie są szkodliwe. Ale to nieprawda. Emocje, autentyczność i pasja przyciągają. A tę autentyczność najbardziej widać w małych firmach, często od lat prowadzonych osobiście przez właściciela. Można go poznać, sprawdzić, czy rzeczywiście ta praca, którą wykonuje sprawia mu satysfakcję i dlaczego tak się dzieje. Można mu kibicować – przy pierwszych sukcesach, rozwoju krok po kroku. Można dopingować – w chwilach załamania. Można pomagać - podsyłając kontakty, interesując jego działalnością potencjalnych odbiorców. Wiele można, trzeba tylko wiedzieć, co dzieje się w takiej firmie i wierzyć w autentyczność oraz być przekonanym do jakości pracy danej osoby.

Wiele razy, rozmawiając z małymi przedsiębiorcami, widziałem „ogień” w oczach, gdy mówili o swojej pracy, drobiazgowo opisując swoje działania na wielu płaszczyznach. Odszukaj w pamięci kilku znanych Wam lokalnych przedsiębiorców. 
Czy ci przedsiębiorcy, którzy przychodzą Ci na myśl na początku, nie są skuteczni w tym co robią również dzięki temu, że mają pasję i potrafią ją pokazać?

2. Podziel się wiedzą i doświadczeniem

Boimy się dzielić wiedzą i pomysłami. Bo ktoś może podpatrzeć, zabrać pomysł, dorzucić do swojej oferty. To tak nie działa. Dostarczanie profesjonalnej porady w dziedzinie w której się specjalizujemy sprawia, że budujemy i utrwalamy u odbiorców swoją pozycję eksperta. Sprzedawca samochodów, odzieży, śrubek, kawy, czy butów powinien wiedzieć dużo o produktach, ich zastosowaniu. Powinien też chcieć tą wiedzą się dzielić. 
Mówi się, że klienci szukają nie tyle produktów, co rozwiązań dla swoich problemów, zrealizowania potrzeb. Do kogo przychodzi się po radę? Do tego, kto się zna. Do tego, o którym wiemy, że się zna.  

Dzielenie się wiedzą to bardzo skuteczna promocja. Wystarczy zobaczyć, ile powstaje poradników na każdy temat. Internet daje możliwość podzielenia się wiedzą, na stronie, blogu, profilu, która potem – nawet bez naszego udziału – może być dalej dystrybuowana, powielana, polecana. Aż trafi do tych, którzy akurat w danej chwili: chcą wybrać materiał na zasłony, przywrócić do życia mebel znaleziony na strychu, czy ucieszyć swoją partnerkę odpowiednio dobraną biżuterią...

3. Zaskocz ciekawą formą i treścią

Kto nie widział na facebookowym profilu firmy takiego na przykład wpisu: „Dnia 14 marca odbyło się spotkanie z firmą X, którego celem było nawiązanie współpracy”. I co? I właśnie nic. Rodzina właściciela i znajomi napiszą grzecznościowy komentarz: „Gratulacje!”, może nawet polubią post. Ale efekt będzie żaden, bo odbiorcom jest w gruncie rzeczy obojętne kto i z kim się spotyka, jak bardzo się uśmiechają. Media społecznościowe i inne kanały komunikacji firmy to nie statyczne wizytówki czy kroniki – to miejsca, w których wciąż trzeba dostarczać odbiorcom pretekstów: do odwiedzania, oglądania, czytania, angażowania się. Odbiorca chce wiedzieć nie tyle co się dzieje, ale dlaczego, jaką korzyść może z tego sam odnieść. I to najlepiej natychmiast. Więc jeśli nawiązałeś właśnie ciekawą współpracę, napisz tak: „ Od dziś u nas nie tylko dostaniesz X i Y ale również Z. Aby pokazać Ci ile zyskasz na połączeniu dwóch firm przygotowaliśmy wspólnie specjalnie dla Ciebie poradnik, który pomoże w tym i w tym. Ale to nie wszystko. Zostaw nam swój adres a wkrótce będziesz pierwszy, którego poinformujemy o naszym nowym projekcie A”. 

Dobrze, jeśli prowadząc profile swojej firmy w mediach społecznościowych jesteś na bieżąco z treściami publikowanymi przez najważniejszych ekspertów z branży. Udostępniając inne treści, pokazujesz że interesujesz się tym co robisz. Ale czasem naprawdę warto napisać coś od siebie. 
Autorska treść zdobywa o wiele lepszy oddźwięk i dzięki niej w oczach odbiorców również dołączasz do kręgu ekspertów i autorytetów. I nie trzeba się martwić, że może ta treść będzie mniej dopracowana stylistycznie czy językowo niż u popularnych blogerów. To naprawdę nie o to najbardziej chodzi. 

Jak wspomniałem wcześniej, bardziej chodzi o autentyczność, pasję i zaangażowanie. Ważne by zacząć, mieć plan a jeśli naprawdę nie wychodzi, wtedy poprosić o pomoc specjalistów od tworzenia treści.

4. Pokazuj najpierw ludzi

Zauważ różnicę między takimi sformułowaniami „zdaniem ekspertów ten produkt jest najlepszy” a: „Jan Kowalski pracuje u nas 25 lat, w tym czasie zamontował ten produkt u ponad 200 klientów, nie miał żadnej reklamacji, więc potwierdza: ten produkt jest najlepszy”. W drugim komunikacie to nie produkt, ale człowiek był umieszczony jako najważniejszy element i to realny a nie anonimowy „ekspert”. Promuj swoich pracowników, ich talenty i doświadczenie, bo to oni sprzedają, zachęcają, są na pierwszym froncie. Pokazuj ich pozazawodowe pasje, pokazuj ich jak  naturalnych ludzi a nie robotów. Dzięki temu masz znów okazję do pokazania, tego co najbardziej prawdziwe: emocji, pasji, zaangażowania. Wtedy „znając” ludzi, klienci stają się bardziej wyrozumiali, wchodzą w lepsze relacje, mają kolejne preteksty do rozmów. 

Autentyczna historia zmagania się kilku ludzi z dużymi przeciwnościami (bo przecież zawsze jakieś są), by utrzymać i rozwijać firmę, by szukać rozwiązań, testować, rezygnować, próbować ponownie, aby wreszcie dojść do satysfakcjonującego rozwiązania – to zawsze trafi do odbiorców.

5. Nastaw się na długofalowe, regularne działanie

W świecie, gdzie co chwilę jesteśmy bombardowani setkami informacji, większość z nich ginie już po chwili. Nie da się zapamiętać kogoś, kto wysyła informacje okazjonalnie, umieści wpis na stronie czy profilu raz na miesiąc albo w ogóle robi to nieregularnie. Taka praca z treścią nie ma w ogóle sensu. Liczą się tutaj dwie kwestie: długofalowe działanie i regularność. Marketing treści to nie jest działanie, które przyniesie natychmiastowe korzyści. Ludzie muszą się przyzwyczaić i nabrać zaufania, że to co piszesz, ale też fotografujesz czy nagrywasz jest warte zainteresowania, polubienia, polecenia. Najlepiej jakby już z niecierpliwością oczekiwali na pojawienie się kolejnego wpisu. Taki stan idealny można osiągnąć, ale oczywiście nie od razu. Dzięki konsekwencji i planowaniu komunikacji, czyli zrobieniu sobie rozpiski: o czym piszemy, kiedy i w jakim celu i po uwzględnieniu jeszcze jednej kwestii, do której dojdziemy w punkcie 7, możemy sprawdzić czy w tym co robimy jesteśmy skuteczni. Inaczej się nie uda. Zobaczmy, ile każdy z nas ma profili firmowych czy organizacji polubionych na facebooku. Codziennie na tablicy ukazują się setki nowych postów. 

Jaką firmę bardziej zapamiętasz, przy założeniu, że merytorycznie wartość ich publikacji jest jednakowa: taką której posty czytasz codziennie przy kawie, czy taka, która mignie Ci raz na miesiąc?

6. Współpracuj, wykorzystaj efekt synergii, polecaj innych

Teraz trochę prostej matematyki. Twój profil ma 1500 fanów, profil firmy zaprzyjaźnionej kolejne 1500. Może warto cos zrobić, żeby Twoja informacja ukazała się również czytelnikom profilu tej drugiej firmy? Może warto tekst, zdjęcia, video, poradnik w pdf, konkurs, kupony rabatowe przygotować wspólnie, by zwiększyć zasięg? Może to zachęci Was do kolejnej współpracy? Warto też polecać ciekawą akcję w sąsiednim sklepie, dobre menu w restauracji na sąsiedniej ulicy. Załóżmy, że Twój czytelnik nie ma dziś potrzeby kupić butów w Twoim sklepie, ale zachęcony Twoim wpisem wpadnie do sklepu za ścianą kupić ciekawą ozdobę do salonu. Szanse na to, że wejdzie przy okazji do Ciebie i kupi pasek do spodni są większe niż bez Twojej zachęty. Nie mówiąc o tym, że Twój wdzięczny sąsiad następnym razem opisze entuzjastycznie nowy model butów dostępnych u Ciebie. To wzajemne „zarażanie się” tak działa, informacja multiplikuje się nawet wtedy, gdy nie masz kontroli, gdy zaczyna żyć własnym życiem na innych profilach. Niestety, dotyczy to także, a może przede wszystkim, złych opinii o Twoim sklepie czy firmie. To także należy mieć na względzie.
Załóżmy, że Twój czytelnik nie ma dziś potrzeby kupić butów w Twoim sklepie, ale zachęcony Twoim wpisem wpadnie do sklepu za ścianą kupić ciekawą ozdobę do salonu. Szanse na to, że wejdzie przy okazji do Ciebie i kupi pasek do spodni są większe niż bez Twojej zachęty.

7. Treść to zaledwie 20% sukcesu, pozostałe 80% to jej dystrybucja…

Mogłem uprzedzić, że najtrudniejsze będzie na końcu. Chyba jednak nie jest tak strasznie jak twierdzą niektórzy, tym bardziej że sporą część tej dystrybucji załatwiliśmy w dwóch poprzednich punktach. Każda firma ma obecnie przynajmniej kilka niskokosztowych kanałów, dzięki którym może docierać z interesującymi treściami do odbiorców. Strona www – jeśli ją mamy warto wykorzystać jej potencjał bardziej, niż do wstawienia aktualności, oferty, cennika i kontaktu. Nie zagłębiając się na razie w kwestie pozycjonowania, algorytmów wyszukiwarek, fraz kluczowych itp., trzeba stwierdzić jedno: 
opłaca się inwestować w dobrą treść, która podlinkowana w wielu innych miejscach sprowadzi klienta poszukującego dokładnie tego co oferujemy, wprost na naszą stronę. 

Dlatego firmy prowadzą blogi, dlatego aktywnie udzielają się na profilach społecznościowych (nie tylko facebook, ale też twitter, linkedin, instagram, snapchat oraz wiele społecznościowych portali branżowych, na przykład modowych czy wnętrzarskich), aktywnie reagują na jakiekolwiek opinie o swojej firmie dzięki monitoringowi internetu, udzielają się na forach, utrzymują relacje z blogerami, czy influencerami. Wiadomo, pojedynczy sklep nie ma potrzeby prowadzenia aż tak intensywnych działań (chyba, że wejdzie na szerszy rynek dzięki sklepowi w internecie), ale już lokalna marka modowa czy inna firma z aspiracjami działania na szerokim rynku już powinna o tym pomyśleć.

To tylko wskazówki. Jak w wielu innych działaniach biznesowych, oprócz wiedzy, analizy przykładów do skutecznego działania potrzebna jest intuicja. Każdy z prowadzących firmę wie, jaki przyświeca mu cel działania, na jakim jest etapie, jak ma poustawiane priorytety. Niezależnie od tego, na dobrą komunikację powinien być czas zawsze. I środki.

Jeśli przeczytałeś do końca ten tekst i chcesz o coś dopytać, lub podzielić się swoim doświadczeniem, albo nie zgodzić się ze mną, napisz: mi.cieslak@gmail.com

14 lut 2016

Zakochaj się... w biznesie

To nieprawda, że do pracy i biznesu można podchodzić bez emocji. Zwłaszcza, jeśli masz „w tym "swój biznes”, by projekt czy przedsiębiorstwo się rozwijały. Albo, gdy jako klient czujesz się autentycznie uwiedziony opowieścią lub propozycją danej firmy.



Rozmawiasz na ulicy, w autobusie, przez telefon, na spotkaniu z rodziną czy przyjaciółmi o swojej i innych osób pracy. Ile razy podczas czyjejś opowieści o pracy czy prowadzonym swoim biznesie poczułeś ciarki na plecach? Ile razy opowieść Cię porwała i zaczarowała? Czy miałeś takie poczucie, że obojętnie co ten ktoś produkuje, kupiłbyś to od niego, niezależnie od potrzeby? I nie mówię tu o nieetycznych technikach stosowanych na różnych pokazach. Chodzi mi o usłyszenie autentycznej fascynacji tym co się robi, „oddanie sprawie”. Ja przynajmniej kilka takich historii słyszałem, od właścicieli mikro i małych firm. Z kilkoma prezesami dużych firm też rozmawiałem i ci „mali” wcale nie mają się czego wstydzić.

Jesteś zakochany w swojej firmie?

Czy, jeśli masz swoją firmę, możesz powiedzieć, że jesteś w niej zakochany? Czy Twój biznes wywołuje w Tobie emocje? Profesjonalizm managerski, zarządczy nie przeszkadza w emocjach, przekazywaniu swoim zaangażowaniem, fascynacją, przykładem działania, istoty i misji swojego biznesu. Bo jakbyś chciał przekonać swoich pracowników do tego, co chcesz osiągnąć? Samo to, że jesteś ich zwierzchnikiem i możesz nawet wymusić określone działania, nie wystarczy. Nie osiągniesz tego też wynajmując nawet najlepsze agencje konsultingowe, które opiszą bardzo dobrze i zgodnie z obowiązującymi trendami strategie, misję, wizję. Jeśli jesteś zakochany w tym co robisz, Twoja opowieść będzie zupełnie inna…

Autentyczny Ty

Ale osiągniesz to wychodząc do ludzi, opowiadając, jak rozpoczynałeś biznes w garażu mając jedną taczkę i mieszalnię do kleju zrobioną ze starej wiertarki, że przez lata popełniłeś masę błędów, ale nie poddałeś się, że kilka pomysłów było schrzanionych, że masz kilku przyjaciół, którzy pomogli kiedy było trzeba, że masz doświadczenie i wiesz dokąd idziesz. Jeśli mówisz prawdę (a nie jest to story powstała wyłącznie w agencji pr) i mówisz ją z pełnym przekonaniem i gdy pracownicy czy klienci wiedzą, że mówisz prawdę, jesteś wygrany. Nawet gdy przyznajesz się do jednej czy drugiej biznesowej porażki i pozornie wystawiasz na strzał, ludzie bardziej Ci ufają, niż komuś, kto jest im obojętny, nieznany, z którym nie łączą ich żadne emocje. Wierzą Ci bardziej, bo widzą, że mimo upadków idziesz dalej. Szanują Cię za odpowiedzialność, zaufanie, odkrycie przed nimi „ludzkiej twarzy”.

Zaryzykuj i otwórz się

Nie będę odkrywczy przypominając prawdę, że obecnie najskuteczniejszym sprzedawcą są emocje i wartości, jakie firma (pracownicy ale też sam właściciel) reprezentuje i ofiarowuje kientowi. To pokaż te emocje, pokaż jak cholernie Ci zależy na Twojej firmie, ale też pokaż swoje dobre strony, jak jesteś z niej dumny. Doceń siebie i swoją firmę, nie bądź fałszywie skromny. Trochę wyluzuj, zmień formę komunikacji. Firma to nie opakowania, siedziba, produkty, logistyka, wizytówki i słupki. Czasem to jest szok, bo przecież bycie prezesem to odpowiedzialność za procesy, ludzi, podejmowanie setek decyzji, podpisywanie dokumentów. A tu podpowiadają Ci, żebyś może pokazał zdjęcia z górskiej wyprawy, podlinkował piosenki ulubionego zespołu, wypowiedział się na temat ważny dla lokalnej społeczności, pokazał emocje. Co Cię interesuje, pasjonuje, co czytasz, jak myślisz, jak rozwiązujesz problemy, jakim jesteś szefem, jakie referencje wystawiają Ci współpracownicy, klienci? Ludzie chcą wiedzieć, naturalnie część wykorzysta to, czego się dowie, aby próbować Cię ośmieszyć. Skoro wyszedłeś ze strefy komfortu, okazałeś emocje, musisz się z tym liczyć. Ale też masz dużo więcej możliwości oddziaływania. Wchodzisz na zupełnie inny poziom komunikacji i relacji. Możesz wykorzystać inne kanały komunikacji. Ile sam nagrałeś filmików z opowieścią o tym, na czym się znasz zawodowo i pasjonujesz? Ile postów o firmie napisałeś? Zdajesz sobie sprawę jak szybko dzięki możesz dotrzeć z komentarzem bezpośrednio do wielu ludzi. Ale tylko wtedy, gdy konsekwentnie przez dłuższy czas będziesz budował taką komunikację i relacje. Gdy ludzie Ci zaufają, gdy chętnie będą zaglądać na profil, by zwyczajnie dowiedzieć się, „co u Ciebie”. Chętniej będą też Ci mówić, co im pasuje a co nie. Będziesz mógł ich słuchać, dyskutować, znów zacieśniać relacje.

Musi być „ogień”

Budując Twoją historię firmy, uchronisz się przed rutyną. Będziesz częściej odnawiał swój zachwyt i swoje zakochanie się w tym co robisz. Odkryjesz to co pasjonujące i twórcze. I nieustannie o tym mów, dziel się swoim entuzjazmem, oczywiście wtedy gdy jest on autentyczny a nie na pokaz. Nie uprawiaj propagandy sukcesu, ale nie żałuj sobie pochwał gdy na nie zasługujesz. Przebijaj się z tym ciągle do świadomości ludzi. Musi ciągle „być ogień”. Ze „zwykłą” informacją się nie przebijesz do mediów, a już na pewno nie na rynku lokalnym, który nie jest przyzwyczajony  i nie odczuwa potrzeby śledzenia na bieżąco poczynań przedsiębiorców. Co Ci zostaje? Powiesz, że zawsze możesz się zareklamować. Można wydać olbrzymi budżet na promocję i komunikację i jakby „wymusić” zwiększone zainteresowanie. Jeśli jednak komunikacja nie będzie autentyczna, przyniesie krótkotrwałą realizację wskaźników, ale nic poza tym. Poza tym, jak pisał przedsiębiorca Leszek Czarnecki: „obecność w mediach, za którą płacisz, nie odzwierciedla Twojego sukcesu, tylko Twoje poniesione koszty”.

Zakochany jak lider

Warto posłuchać Jacka Welcha, który dzieli się swoim bardzo praktycznym doświadczeniem dwudziestoletniego przewodzenia globalnemu koncernowi GE. Książka „Winning znaczy zwyciężać” dotyczy istoty bycia prawdziwym liderem. „Konieczność” bycia liderem dotyczy moim zdaniem przynajmniej w równym stopniu dyrektora w globalnej korporacji jak i właściciela mikro lub małej firmy. Moim zdaniem, nie można nim być dla innych, jeśli samemu nie jest się przekonanym o słuszności tego co się robi i nie stara się tych pozytywnych emocji i przekonań przekazać ludziom w firmie czy otoczeniu. Co zatem robią liderzy według Jacka Welcha? „Liderzy dbają o to, by ludzie żyli wizją firmy na co dzień. Oddziałują na wszystkich, emanując pozytywną energię i optymizmem. Zdobywają zaufanie dzięki otwartości, przejrzystości i uznaniu. Mają odwagę podejmować niepopularne decyzje i odwoływać się do intuicji. Swoim własnym przykładem inspirują do podejmowania ryzyka i uczenia się. Liderzy świętują sukces.”[1]

Kim jest „prywaciarz”?

Nie każdy może i chce być przedsiębiorcą, ale każdy powinien przynajmniej kilku przedsiębiorców dobrze poznać. Dowiedzieć się sporo na temat blasków i cieni prowadzenia przedsiębiorstw, odpowiedzialności, pracy 24/7 (przynajmniej w początkowych etapach). Wielu z nich przeżywało upadki swoich przedsięwzięć, skutki błędnych decyzji, ale nie spotkałem jeszcze ani jednego przedsiębiorcy, który wierząc w słuszność tego co robi i „kocha swoją pracę”, by po upadku, jednym, drugim, dziesiątym, nie chciał spróbować ponownie. Może wolniej, na pewno inaczej, z innym zespołem, ale znów są gotowi rzucić wyzwanie losowi. Szkoda trochę, że nie chcą, albo nie mają ku temu okazji, by dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Bo ten „kapitał” może ich skutecznie odróżnić od przedsiębiorców z przypadku, niesolidnych czy szkodzących dobremu imieniu właścicieli prywatnych firm. Jak wiemy z badań (choćby ubiegłorocznych Fundacji Firmy Rodzinne), na szczęście postrzeganie „prywaciarza” się w Polsce zmienia. Ludzie zaczynają dostrzegać to, że przedsiębiorca kocha swój biznes, że czuje się za niego odpowiedzialny, że za jakość produktów ręczy często własnym nazwiskiem, że przekazuje firmę jako wartość kolejnym pokoleniom. Dla ludzi z zewnątrz to „zakochanie” się w firmie, tysiące mniej lub bardziej radosnych historii i zdarzeń, składających się na opowieść, spoiwo i wyróżnik marki coraz częściej powoduje to, że wciskają guzik z napisem „kupuję to”. Nie chodzi o to, żeby pokazać jak tę miłość jako wartość można spieniężyć, bo dość niebezpiecznie  brzmi, ale żeby uświadomić, że to ta przysłowiowa wisienka na torcie, coś co urzeka, uwodzi, zabiera we wspólną podróż, wywołuje dobre emocje. It`s only love.



[1] J.Welch, Winning znaczy zwyciężać, EMKA 2010,s.83

30 sty 2016

Czas współdziałania

Współpraca przedsiębiorców między sobą i z innymi instytucjami – to obszar fascynujący, ale też pełen paradoksów. Pełen żywej relacji, bez prostych recept na sukces. Gdzie z pozoru najprostsze kwestie mogą okazać się najtrudniejsze. Albo też te najbardziej błahe pomysły przynoszą niespodziewanie najlepsze efekty. O co w tym chodzi?


Nie odkryję Ameryki przywołując stwierdzenie znane wszystkim handlowcom: utrzymanie obecnego klienta jest tańsze niż pozyskanie potencjalnego, a przy tym rozwijanie relacji z tym, z którym już pracujemy, przynosi większe profity. Dlaczego nie przełożyć tej prostej prawdy na współpracę samorządu z biznesem?
Inwestor – słowo klucz dla większości samorządów. To dla niego tworzy się strefy ekonomiczne, uchwala ulgi, licząc ile nowych miejsc pracy stworzy. Szuka się go po całym świecie, często przeceniając jego realny wpływ na lokalną gospodarkę i rynek pracy. I nie zawsze docenia się tych przedsiębiorców, których się już ma, a za których wspieraniem przemawiają konkretne argumenty.

Korzyści z dużego i małego

Dbanie o posiadane zasoby, w tym przypadku lokalnych przedsiębiorców i fachowców wcale nie jest łatwe. Można pomyśleć, że lepiej wygląda oznajmienie raz: powstanie 300 lub 500 miejsc pracy, niż czekać by 400 przedsiębiorców zatrudniło po 3 osoby. Nie chodzi jednak wcale o to, żeby przeciwstawiać obecnych małych przedsiębiorców większym inwestorom z zewnątrz. Nowy inwestor to często transfer wiedzy, technologii, doświadczenia i kapitału. To konkurencja na rynku pracy, która może wpłynąć na zarobki pracowników w innych firmach. Wysiłki samorządu powinny, moim zdaniem, zmierzać w tym kierunku, aby przeciwdziałać ewentualnemu zdominowaniu rynku przez jednego czy drugiego dużego inwestora, zaburzeniu równowagi. Trzeba wzmocnić lokalne firmy, długofalowemu przewidywaniu, jak rozwinąć potencjał miasta, regionu, by był gotowy na przyjęcie kolejnych firm. Albo wskazać takie kierunek rozwoju, w którym małe, zwinne firmy w różnych branżach będą w stanie skutecznie konkurować, ale też kooperować z gigantami.

Nie pytaj, co miasto może Ci dać…

Do zbudowania prawidłowych i procentujących w dłuższym terminie relacji na linii biznes-samorząd potrzebna jest zmiana myślenia, po jednej i po drugiej stronie. Niektóre samorządy rozumieją rolę przedsiębiorców w lokalnej gospodarce. Nie boją się kontaktów z biznesem, mimo iż czasem pozostali uczestnicy rynku, bardzo ważni z wyborczego punktu widzenia, patrzą na takie kontakty niestety wciąż podejrzliwie. Podobnie jak przedsiębiorcy, którzy – ze względu na upolitycznienie samorządu – często nie chcą być kojarzeni z aktualnie rządzącą opcją. Z drugiej strony, często do głosu dochodzi myślenie: co dla mnie zrobicie, co mogę zyskać. Na początku trzeba zmienić podejście na proaktywne: mój zysk zależny jest od mojego zaangażowania. Trzeba poczynić pewne inwestycje, wnieść swój wkład, ale niekoniecznie finansowy. O wiele ważniejsze i cenniejsze, z punktu widzenia intensywnej współpracy są: własny czas, zaangażowanie, posiadane wiedza i doświadczenie biznesowe. Zmiana w myśleniu powinna zatem oprzeć się o prognozy efektu, czysty rachunek korzyści, który jest jasny zarówno dla polityków, przedsiębiorców jak i mieszkańców.

Na początku trzeba zmienić podejście na proaktywne: mój zysk zależny jest od mojego zaangażowania. Trzeba poczynić pewne inwestycje, wnieść swój wkład, ale niekoniecznie finansowy. O wiele ważniejsze i cenniejsze, z punktu widzenia intensywnej współpracy są: własny czas, zaangażowanie, posiadane wiedza i doświadczenie biznesowe.

Partnerski samorząd

W interesie samorządu jest stworzenie sprawnego  i przyjaznego ekosystemu dla współpracy przedsiębiorców. Samorząd świadczy przecież różne usługi dla przedsiębiorców, trzeba dbać, żeby ich poziom był jak najwyższy,  dobrze więc poznać potrzeby klientów, rozmawiać na temat oczekiwań. Samorząd potrzebuje aktywnych przedsiębiorców do konsultowania strategii edukacyjnej, pozyskiwania spośród nich partnerów do licznych inicjatyw, począwszy od imprez kulturalnych czy sportowych a kończąc na poważnych inwestycjach PPP. Aktywna animacja środowiska biznesowego, trwałe relacje, oparte na partnerstwie i wzajemnym zaufaniu, pozwalają na sprawniejsze realizowanie funkcji samorządu, oczywiście w pełni transparentnie, przy poszanowaniu wszelkich reguł prawa.  To jest możliwe, zwłaszcza, gdy prowadzi się nowoczesną i otwartą komunikację. Gdy przełamuje się schematy, przyzwyczajenia, gdy honoruje się efekty działań a nie same deklaracje. Promocja proaktywnych postaw, wartościowych inicjatyw jest tak naprawdę najlepszą promocją samego miasta i jego gospodarzy. To truizmy, ale warto je przypominać. Czasem wystarczy impuls, aby powoli wszystko zaczęło działać.

Partnerski biznes

Po tej stronie jest, wbrew pozorom, nieco trudniej. Wpierw przedsiębiorcy muszą chcieć i umieć współpracować między sobą. Dopiero potem mogą pomyśleć o wyłonieniu reprezentacji do działań na zewnątrz, z otoczeniem biznesu.  Zacznijmy zatem od początku.

 Innowacyjność myślenia

Przedsiębiorca z MSP często myśli tak: „Haruję w pocie czoła, martwię się, czy będę miał nie tylko na życie dla mojej rodziny, ale też na pensje dla pracowników, i oczywiście na ZUS. Sporo instytucji czyha na to, by powinęła mi się noga, nie nadążam za konkurencją, nie mam kiedy myśleć o zaplanowaniu rozwoju własnej firmy, więc tym bardziej nie mam czasu ani ochoty na współpracę z innymi firmami. Pewnie im chodzi o zabranie moich pomysłów, a w ogóle to gadanie na spotkaniach nie przynosi efektów, więc to jest strata czasu.”
Często mają sporo racji. Nikt za nich, jeśli tak mają ułożoną pracę w firmie, tej pracy nie wykona. Jeśli nic nie zmienią w swoim podejściu, to nic się nie zmieni. Dalej będzie trwała nieufność i niechęć do kooperacji, brak otwartości i chęci dzielenia się wiedzą, te wstrętne relikty PRL-u. To zupełnie inaczej wygląda już w młodszych pokoleniach przedsiębiorców, ale dalej większość rodzinnych firm jest przed sukcesją.

Koniec stereotypu „prywaciarza”

Winny temu podejściu jest również odbiór społeczny „prywaciarza”, choć i on wreszcie powoli się zmienia. Tradycja, wysoka jakość, rzetelność, wiarygodność i uczciwość to cechy, które najczęściej kojarzą się Polakom z firmami rodzinnymi, jak wynika z drugiej edycji raportu „Polacy o firmach rodzinnych” opracowanego na zlecenie Fundacji Firmy Rodzinne. Właściciele firm rodzinnych zostali scharakteryzowani jako osoby przedsiębiorcze, pracowite, zaradne i kreatywne. Zatem, państwo przedsiębiorcy, przede wszystkim, głowa do góry!
Sami przedsiębiorcy powinni być zainteresowani odbudowaniem właściwej rangi właściciela biznesu. Skoro rodzinność firmy, jej historia, tradycja, ciągłość, trwanie i rozwój to w oczach konsumentów taka wartość, to zacznijmy to wykorzystywać. I zacznijmy uczyć innych, co zrobić, żeby mniej doświadczeni przedsiębiorcy potrafili płynnie dostosowywać się do zmieniających się realiów rynku i przekazywać firmę z dziadka, ojca na syna czy córkę. Firmy, które „wybuchły” na wezbranej fali uwolnionej przedsiębiorczości po 1989 roku są spragnione wiedzy od firm czy zakładów rzemieślniczych, które powstały  po wojnie lub nawet przed nią. Doświadczenie biznesowe i wiedza to bezcenny kapitał, z którego część przedsiębiorców nie zdaje sobie sprawy.
 Sami przedsiębiorcy powinni być zainteresowani odbudowaniem właściwej rangi właściciela biznesu. Skoro rodzinność firmy, jej historia, tradycja, ciągłość, trwanie i rozwój to w oczach konsumentów taka wartość, to zacznijmy to wykorzystywać.


Suma kapitałów

Przypuśćmy, że w jednej organizacji przedsiębiorców jest 10 firm. To oznacza, że jest tam przynajmniej 10 właścicieli, 10 handlowców, 10 specjalistów od produkcji, 10 marketingowców i np. 10 logistyków. W dodatku każdy być może z innej branży lub dedykowanych do produktów i usług docierających do różnych grup odbiorców. Więc kumulacja wiedzy i doświadczeń, będzie mieć wartość pewnie w okolicach 6-7, czyli dużo więcej niż wiedza jednostkowa. W obrębie organizacji więc wzrasta również kapitał ludzki. Pewnie nie bez znaczenia jest również skumulowany kapitał finansowy. Ponieważ wszystkie organizacje uczą się, suma kapitałów wciąż rośnie i wciąż mogą dopływać do nich nowe idee. Siłą grupy jest wykorzystanie efektu synergii, a kumulacja firm pomaga również w obniżce kosztów poszczególnych firm, ale to temat na osobną dyskusję.

Jesteś moim konkurentem, współpracujmy

Im więcej salonów samochodowych w pobliżu, tym więcej potencjalnych klientów w każdym z nich. Im więcej świadomych i wyedukowanych przez grupę firm budowlanych klientów, tym większa szansa na wyższą marżę i rosnącą liczbę zleceń dla każdej z nich lub celowego konsorcjum. Im szybciej nauczymy się nowych technologii i zbudujemy łańcuch produkcji, tym więcej rynku zdobędziemy. Im sprawniejsza wspólna logistyka, tym niższe koszty i lepsze dotarcie do grup docelowych. Im więcej uczniów i studentów przyjmiemy na praktykę, tym będziemy mieć mniejszy problem z pozyskaniem pracowników. Im… i tak dalej. Sporo korzyści, ale nie są one dostępne dla wszystkich.

Warunki dobrej współpracy

Tak, nie wszyscy członkowie organizacji biznesowych, których celem jest współpraca, odnoszą realne i takie same korzyści. Żadnych korzyści nie odnoszą ci, którzy… nic nie wnoszą. Są zawiedzeni i po jakimś czasie zniechęceni obecnością w danym gremium. Nie ma takiego działania, które wszystkim zagwarantowałoby równy zysk. Ale po to działań w ramach jakiejś organizacji podejmuje się dziesiątki i setki, żeby długookresowo bilans wychodził na plus. Więc zaangażowanie, inicjatywy to pierwszy warunek. Drugi – działanie nastawione na cel i pozwolenie na to, by efekt nie musiał być natychmiastowy. Trzeci, może najważniejszy z nich wszystkich – zaufanie. Czasem dla lepszej skuteczności działania i lepszego efektu trzeba podzielić się wypracowywanym przez lata procesem technologicznym, albo kontaktami do hurtowników. Co otrzymamy w zamian? Może chwilowo nic, ale za miesiąc, na przykład bezpośredni kontakt do właściciela innej firmy. Specjaliści od networkingu mówią, że jeśli chcesz skutecznie współpracować, bądź gotów trzy razy pomóc, zanim poprosisz o pomoc. Dzielenie się wiedzą, kontaktami, wspieranie w rozwoju relacji, jest siłą napędową organizacji.

Zaangażowanie, inicjatywy to pierwszy warunek. Drugi – działanie nastawione na cel i pozwolenie na to, by efekt nie musiał być natychmiastowy. Trzeci, może najważniejszy z nich wszystkich – zaufanie.

 Zupełnie inny poziom

Gdy wspólpraca na podstawowym poziomie jest opanowana, sytuacja wygląda już inaczej. Dany obszar staje się atrakcyjniejszy dla firm i osób z zewnątrz, potnecjalni pracownicy widzą większe szanse na sensowne zatrudnienie w grupie kooperujących przedsiębiorców na dynamicznym rynku. Rozwija się specjalistyczny biznes, zaawansowany technologicznie, również dzięki wspólnym inwestycjom w technologie, nowe sektory produkcji i usług. To sytuacja przedstawiona w skrócie i w pewnym sensie wyidealizowana, ale nie niemożliwa w dłuższym okresie. W grupie lub grupach firm, możliwe jest szersze działania pro publico bono. W nowych okolicznościach i z wykorzystaniem zupełnie nowych narzędzi możliwy jest powrót do zdobywania wiedzy i doświadczenia w relacji mistrz/mentor – uczeń. To też ułatwiony pokoleniowy przekaz władzy i własności w firmach. I pole do zawansowanej współpracy w marketingu i promocji (temat na kolejny wpis), w różnych zespołach zadaniowych. To też czas na specjalizację firm, wejście na nowy poziom, stosunkowo niewielkich, zwinnych organizacji, szybko uczących się, tworzących produkty i usługi o wysokiej wartości dodanej i odpowiednio dużej marży.

Wracając do samorządu…

Nie ma na co czekać. Jak to mówią, biznes się sam nie zrobi. Obserwując przedsiębiorców widzę, że gotowość wśród dużej części z nich, do tego by wejść na kolejny poziom współpracy jest. Trzeba impulsów, żeby na początek kilku , może kilkunastu zaczęło działać. Czy impuls nadejdzie od strony samorządu, który ma jeden nadrzędny cel, wspólny z miejscowymi przedsiębiorcami: rozwój. 

10 wrz 2015

Wygrasz wyłącznie prawdziwą historią

Przy okazji krótkiej facebookowej dyskusji ktoś zadał pytanie pewnemu blogerowi, ekspertowi od storytellingu i kreowania marki: czy historia firmy ma być prawdziwa, czy ciekawa? Odpowiedź brzmiała: „Wystarczy ciekawa”. Zdecydowanie się z tym nie zgadzam.


O tym, że lepiej się czyta tekst o firmie, w którym pisze się o niej przez pryzmat doświadczeń twórców, opisuje pokonywanie trudności, borykanie się z problemami, wyboistą drogę do sukcesu, niż suchy marketingowy przekaz o słupkach i rosnących przychodach, nikogo chyba przekonywać nie trzeba. No chociaż, moment, są tacy, którzy z uporem maniaka wolą słupki i cytować suche, pięciokrotnie akceptowane wypowiedzi prezesa.

Ale tych pozostawmy samym sobie. Emocje, poczucie więzi, sympatia do bohaterów, empatia potrzebne są również w biznesie. Zabawne historyjki, geneza powstania logo czy nazwy, zdobywanie pierwszych klientów, remont siedziby – to doświadczenia, które łączą pracowników, ale również pośrednio klientów i otoczenie. Jest o czym rozmawiać, co wspominać.

Nie wysilaj się na sztuczność

No dobrze, ale co jeśli twierdzisz, że Twoja opowieść jest przewidywalna i nudna jak flaki z olejem? Czy trzeba wysilać się i coś wymyślić, bo taka moda, każda firma ma swoją legendę powtarzaną do znudzenia w materiałach prasowych? Nic z tych rzeczy. Jedynie autentyczność może Cię uratować. To tylko Ty twierdzisz, że w Twojej historii nie ma nic nadzwyczajnego. Ale się mylisz.

Wiem, o czym piszę. Od kilku lat wiele czasu spędzam na słuchaniu historii firm, ścieżek kariery managerów. W kilku publikacjach komunikacji wewnętrznej i biznesowej mam tę przyjemność podawania Czytelnikom różnych historii i doświadczeń przedsiębiorców. Na początku często miałem często uprzedzenia typu: łee, nudna firma produkcyjna, robią wciąż to samo, co oni mogą ciekawego powiedzieć.

Po pierwsze: słuchać i zadawać pytania

Ale kilka razy dostałem nauczkę: po sztampowych pytaniach przychodziła refleksja, kurczę, trzeba było się lepiej do rozmowy przygotować. I zmienić przyzwyczajenia, zamiast pytać aby usłyszeć przewidywalną odpowiedź, po prostu nauczyć się słuchać. Dlatego staram się nie przygotowywać szczegółowej listy pytań a jedynie ogólne zagadnienia. Najciekawsze tematy z reguły pojawiają się mimochodem, często w ramach dygresji, lub dygresji od dygresji.

Stań obok siebie

Podczas rozmów z klientami, oferując im usługi content marketingowe, opakowane w ładne i ciekawe czasopismo (drukowane lub nie) jako jedną z istotnych zalet współpracy z kimś spoza organizacji podaję zawsze „zewnętrzne spojrzenie”. Dlaczego to jest tak istotne? Bo zazwyczaj nie zauważamy niczego istotnego, ciekawego w swojej pracy, traktując to co robimy jako „oczywistą oczywistość”. Tymczasem, podobnie jak sami nie powinniśmy sprzedawać swoich usług (bo będziemy mieć problem z obiektywną wyceną ich wartości), nie będziemy skutecznie się „chwalić”. Osoba z zewnątrz, wykazując się ciekawością, chęcią poznania, zasypująca często gradem pytań, występując z pozycji laika „nie siedzącego” na co dzień w Twoim biznesie, pozwoli odkryć bardzo wiele i wskazać czytelnikom, odbiorcom komunikatów (często również laikom w danej dziedzinie) te obszary, w których jesteś ekspertem, specjalistą lub masz po prostu coś ciekawego do powiedzenia. Może nie zainteresuje szerszego grona odbiorców Twoja wiedza związana z budową maszyn do produkcji X, za to na pewno znajdziesz chętnych do poznania Twojego dziesięcioletniego doświadczenia związanego z zarządzaniem zespołem i wprowadzaniem zmian w logistyce i produkcji. Tak to działa, ludzie cenią (a przynajmniej zaczynają cenić) wiedzę, doświadczenie i tych, którzy swoim doświadczeniem chcą i lubią się dzielić. Bo autentyczność jest wartością samą w sobie. 

To co wiesz i czego doświadczyłeś jest cenne…

Tu powoli dochodzimy do najważniejszej kwestii. Moim zdaniem tylko autentyczne historie, mimo, że może fabułą nie zbliżone do Baśni 1001 nocy lub nagrodzonego Oscarem filmu pozwolą osiągnąć Ci zakładany cel, pozwolą przekazać to co chcesz przekazać swoją postawą, doświadczeniem, osiągnięciami często też nauką wyciągniętą z niepowodzeń. Za te ostatnie – opis porażek i dróg z nich wyjścia – słuchacze będą cenić Cię najbardziej. Chociażby dlatego, że nie będą musieli sami popełniać podobnych błędów, żeby nauczyć się tego, co będą już wiedzieć z Twojego przekazu.

Budowa najbardziej przyciągających uwagę opowieści – niezależnie czy to baśń z morałem, historia firmy, czy po prostu linia Twojego życia, wyglądają podobnie. Bohater, jego pomysły, emocje, zmaganie się z trudnościami, zwrot akcji, znalezienie rozwiązania i sukces. Niby żadna filozofia, każdy mógłby podać kilka przykładów do każdego z etapów, ale… Wiadomo, że nikt nie ma czasu na to, by wysłuchiwać dokładnie historię całego życia, dlatego warto wybrać te najciekawsze momenty, zastanowić się które doświadczenia będą miały szczególną wartość dla słuchaczy, które pozwolą im odnieść to do własnej sytuacji. Do tego szczypta anegdotek, wesołych sytuacji, które zdarzają się zawsze, prawda?

…i może komuś pomóc w jego pracy

W ciągu kilku ostatnich miesięcy wysłuchałem kilkudziesięciu historii firm. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać nad bogactwem ich doświadczeń i nad tym, ile warta jest skumulowana wiedza i doświadczenie wielu przedsiębiorców i managerów chociażby z obszaru jednej gminy, miasta czy regionu. Często na siłę szukamy innowacji w biznesie, często takie sztucznie wyciągane innowacje technologiczne zyskują spore uznanie i dofinansowanie. A nie umiemy wyszukiwać i wykorzystywać innowacji organizacyjnych, logistycznych, mentalnych, obecnych w wielu organizacjach, niezależnie od wieku właścicieli i wielkości firmy. Zadanie dla Ciebie: posłuchaj historii jednej firmy z Twojego otoczenia, sukcesów i porażek. A potem pomyśl, jak możesz tę wiedzę wykorzystać. A o kumulacji wiedzy i doświadczeń poczytasz w kolejnym moim poście, który już niebawem.




14 sie 2015

Kto będzie Twoim silnikiem, a kto wiatrem?


źródło: Twitter, oficjalny profil miasta 

Ze zrozumieniem intencji kreatorów oficjalnego logo i hasła promocyjnego Leszna miałem problem. Do czasu, gdy zdałem sobie sprawę, że to najlepszy motyw promujący współpracę. Na każdym polu, a szczególnie biznesowym. Jak to wykorzystać?


Wyobraź sobie, że jesteś na lotnisku. Na trawie leży wyciągnięty z hangaru błyszczący podłużny kadłub szybowca. Pada hasło: "rozwiń skrzydła" - po doczepieniu skrzydeł szybowiec prezentuje się pięknie, zasięg ramion ma naprawdę imponujący. Ale nadal leży na trawie. Nie ma szans, żeby sam wzbił się w niebo, tam gdzie będzie mógł w pełni zaprezentować swoje umiejętności i cieszyć oko majestatycznym, pięknym i niespiesznym lotem.

Bądź jak szybowiec...

Szybowce są kojarzone w Lesznem od zawsze, przy dobrej pogodzie krążą nad miastem praktycznie codziennie, jedną z głównych imprez promujących miasto jest doroczny Piknik Szybowcowy a szkoła szybowcowa na lotnisku w Strzyżewicach wykształciła nie jednego mistrza. Odbywają się tu zawody rangi światowej, każdego przyjezdnego wita zaraz po wyjściu z pociągu jedyny w Polscepomnik... szybowca (z manekinem pilota w środku). Trudno zatem (może poza żużlem), znaleźć bliższe skojarzenie z Lesznem  niż szybowiec. Problem może pojawić się w momencie, gdy szybowiec + "rozwiń skrzydła" są hasłem promocyjnym miasta.

... współpracuj

Weźmy takiego przedsiębiorcę. "Rozwiń skrzydła" - obietnica brzmi ciekawie, Leszno jawi się jako miasto szerokich perspektyw. Tyle, że jak szybowiec, zostaniesz dalej na ziemi, z rozwiniętymi skrzydłami, ale bez efektów. Oznacza to, że - pozbawiony silnika i mocy sprawczej - sam nie wzbijesz się w powietrze. Dlatego musisz znaleźć kogoś kto:
  • będzie Twoim motorem i wyniesie Cię w przestworza,
  • będzie Twoim wiatrem i pozwoli Ci wykorzystać możliwości Twoich skrzydeł.
Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość abstrakcyjnie. Ale w tym momencie właśnie o to chodzi. Biznes w obecnych czasach w pojedynkę jest trudny. Sieci współpracy, budowanie relacji, współzależności, efekt synergii i skali to nie są puste zaklęcia. Wykorzystanie sprzyjających warunków i pojawiających się okazji, czyjejś praktycznej wiedzy i wieloletniego doświadczenia - to jest motor, który  na holu wynosi w powietrze.
W biznesie jak w powietrzu: jesteś zależny od warunków i od Twoich relacji z otoczeniem, zwłaszcza jeśli, jak szybowiec, nie masz własnego silnika a jedynie skrzydła.
 Dalej możesz już, wykorzystując Twoje atuty i rozpiętość skrzydeł, szybować po rynku, rozwijając swoją firmę. Zawsze pamiętaj o wietrze, czyli Twoim biznesowym otoczeniu - firmach z którymi robisz interesy, które są Twoimi dostawcami, potencjalnych klientach, interesariuszach - nazwy i relacje można mnożyć. Jedno jest pewne i strasznie banalne przy okazji: jeśli zaniedbasz troskę o któryś element układanki, rąbniesz z hukiem o ziemię. 
Tak o to logo i hasło promocyjne Leszna stało się przyczynkiem do meraforycznego rozważania o zależnościach biznesowych. Ale to ma sens. Miasto powinno zachęcać do tego, by w tym konkretnym miejscu rozwijać skrzydła swoich umiejętności, dbając przy tym o rozwój "motorów" i sprzyjające warunki do swobodnego lotu dla każdego. Pomyślnych wiatrów!

4 sie 2015

Jesteś marką… zawsze

fot. Unsplash/Pixabay, lic. CC0

„Zawsze” są ważniejsze sprawy. Projekt, kolejny projekt, lista rzeczy do zrobienia ma tendencję do powiększania. Ciężko powiedzieć  stop i przypomnieć sobie, co jest naprawdę ważne. Sam miałem niedawno taki „kryzys” zawodowy, kiedy musiałem sobie powiedzieć gwałtownie STOP. Książka „Jesteś marką”, która pojawiła się we właściwym dla mnie momencie zachęciła mnie do rzetelnego i auto-uczciwego zajrzenia wgłąb siebie i posegregowania sobie tego co ważne, a co trzeba natychmiast odpuścić, by moje „ja” było wiarygodne i nie rozmieniło się na drobne.


Gdy natknąłem się na informację o tej książce w Internecie, wzruszyłem ramionami. Przemknęło mi przez myśl: no tak kolejna pozycja z serii „poradnik jak odnieść sukces w 5 krokach”, zwłaszcza że słowo sukces pojawia się na okładce wzmocnione hasłem „Jesteś marką”, przywodzącym na myśl „jesteś zwycięzcą”. Ale zanim przeszedłem do następnych polecanych książek, zajrzałem, jak zawsze, do zamieszczonego krótkiego fragmentu, opinii, potem na bloga… Ostatecznie przekonało mnie jedno zdanie Wojciecha Eichelbergera, że książka: 
„(…) poprowadzi do świata, gdzie egoizm, arogancja i agresja przestaną się opłacać, a dobra marka i wynikające z niej zaufanie staną się najbardziej poszukiwanym dobrem.” 

Prawda, że rzadko ktoś w ten sposób opisuje rzeczywistość, w której chciałby się znaleźć? Ponieważ mam cały czas przekonanie (i zdania nie zmienię), że zaufanie, w tym także zaufanie w biznesie będzie już niedługo najważniejszym kapitałem, już nie było odwrotu. Musiałem zamówić tę książkę.

Nikogo do lektury tej książki przekonywać nie będę. Każdy musi sam wiedzieć, czy jest gotów zmierzyć się ze sobą. Jeśli zaczniesz na serio odpowiadać na pytania Autorki, może boleć. Ale czasem taka autoterapia i rachunek sumienia są potrzebne. Ja mam już przeczucie, że skorzystałem wiele. A pewnie rzeczywiste efekty przepracowania treści przyjdą z czasem. Napiszę w kilku punktach, co mnie przekonało.

Kod wartości

Mam duży szacunek i podziw dla Autorki za to w jaki sposób pisze o wartościach. Pokazuje, często na konkretnych przykładach, jakie mają one bezpośrednie przełożenie na rzeczywistość. Takie wartości jak zaufanie czy uczciwość, są według Joanny Malinowskiej Parzydło, podstawą życia i biznesu a nie jakimś wydumanym wyróżnikiem. Są warunkiem sine qua non a nie luksusem, na który mogą sobie pozwolić nieliczni. Dopiero po zaakceptowaniu takiego podejścia można przystąpić do konstruowania prawdziwej marki osobistej.

Zaufanie

Nie mam specjalnego doświadczenia biznesowego, natomiast to którym dysponuję, pozwala mi na ocenę, jak ważne jest zaufanie i jak katastrofalny dla relacji biznesowych jest jego brak. I to na każdym stopniu nie tylko prezesowskim czy dyrektorskim. Mam okazję rozmawiać z przedsiębiorcami i managerami. Mówią w większości wprost: „Okradziono nas. Nie nauczono nas jak sobie nawzajem ufać, musimy na nowo odtwarzać i budować etos przedsiębiorcy, udowadniać sobie nawzajem, że nie chodzi o to kto kogo i po jakich trupach do celu”. A w marce osobistej przecież zaufanie jest najważniejsze. Bo na czym oprzeć pierwszy krok, że jesteś tym za kogo się podajesz? Później zbudujemy relację, bogatsi o wzajemne doświadczenia, ale na początku zawsze chodzi o zaufanie.

Odpowiedzialność i wymagania

Obrodziło nam mistrzów motywacji, projektantów kariery, przewodników rozwoju osobistego. Co jeden, amerykański czy polski, to lepszy… sprzedawca swoich usług. Mam bardzo prosty sposób na odróżnienie „fałszywych proroków”. Wystarczy sprawdzić, czy wspominają o odpowiedzialności i stawiają wymagania. Żaden sukces nie przychodzi łatwo, poza tym oprócz prawa do jego osiągnięcia są jeszcze obowiązki. 
W „Jesteś marką” wiele razy natrafiłem na przypomnienie o odpowiedzialności, nie tylko za swój wizerunek i markę, ale też za otoczenie, ludzi z którymi się pracuje. To przecież potem oni wystawią nam rekomendację, opinię i dzięki nim nasza reputacja będzie taka a nie inna.
 Wymagania autorka stawia również konkretne i niełatwe. Ale jeśli chce się dowiedzieć prawdy, to nie ma rady, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Proces a nie przepis

To o czym wspominałem na początku. Budowa własnej marki to długotrwała praca nad sobą, proces, nie „krótka droga w pięciu krokach”. Żeby było trudniej, to trzeba pamiętać, że reputację buduje się latami a trafi w sekundę. Niby truizm, ale jak pokazała Autorka na przykładach, nie taki znów oczywisty. Nie znalazłem tu ani jednego zdania z prostą obietnicą:
„zrób tak i tak, na pewno osiągniesz sukces”. Spełnienie wymagań A i B nie gwarantuje efektu C. Za to można znaleźć wiele informacji i doświadczeń, które mogą okazać się pomocne i towarzyszyć w drodze do sukcesu, wspomagać i budować. To już jest coś.

Efektywność a nie efektowność

Czasem za bardzo ufamy showmanom. Wierzymy, że to co mówią jest prawdą, bo przecież, skoro mają śmiałość, by publicznie tak mówić, to znaczy że coś jest na rzeczy. Czasem wraca jednak stara prawda: „krowa, która dużo ryczy, daje mało mleka”. Nie słucham więc showmanów, ale czytam i wierzę przekazom, które na pierwszym miejscu stawiają efektywność. Konkret oparty na autentycznej wiedzy i doświadczeniu. W „Jesteś marką” jednego i drugiego znalazłem pod dostatkiem. Wpierw zastanówmy się, co mamy do powiedzenia a potem dopiero jak to przekazać. Zadbajmy o treść, a później o formę. Autentyczność, mimo że czasem nie tak atrakcyjna (bo konkretna i wymagająca) na pierwszy rzut oka jak różne maski i uśmiechy, w dłuższej perspektywie cierpliwie wygrywa.

Amerykańska po polsku

„Jesteś marką” to książka wyjątkowa dla mnie również pod względem stosowanego przez Autorkę języka i sposobu narracji. Często po lekturze spisu treści i kilkunastu pierwszych zdań wiadomo czy książkę adresowaną do biznesu napisał Polak czy nie. Moje subiektywne zdanie jest takie, że pisane przez Polaków (przynajmniej tych, którzy nie mieli okazji za dużo mieć styczności z biznesem „zachodnim” czyli powiedzmy, pozaeuropejskim) są: zbyt akademickie, pisane bez pewności siebie, często z fałszywą skromnością i jakimś kompleksem. „Rozumiecie, że po okresie komunizmu to o kapitalistycznym biznesie za wiele nie wiemy, więc nie będziemy za dużo mówić, bo co sobie pomyślicie...”
A tu znów niespodzianka. A raczej co najmniej kilka niespodzianek. Użycie wartości jako punktów konstrukcyjnych tożsamości biznesowej.  Poprawne używanie języka polskiego jako przejaw patriotyzmu. Odrobina patosu, która nie szkodzi a wskazuje, co jest naprawdę ważne i wartościowe. I język – prosty i barwny, unikający akademickich, rozbudowanych definicji. No i doceniam Autorkę za to, że w tej książce jest wszystko czego szukam w rozmowach z przedsiębiorcami: autentyczne własne doświadczenia, chęć do dzielenia się wiedzą,  pokazanie swojej pozycji na rynku, brak kompleksów biznesowych, świadomość swojej marki.

 Obietnica książki zawarta w jej recenzji na okładce została spełniona. Przeczytałem tę książkę (raz w całości, teraz w wybranych fragmentach), choć czasem jej lektura kosztuje dużo. Nie w sensie finansowym, bo ten koszt jest – moim zdaniem – niewspółmiernie niski do zawartości i efektów, które może przynieść jej przepracowanie, ale ciężko czasem przed samym sobą przyznać, jak wiele błędów się popełnia i jak wielu rzeczy zaniedbuje, czego dowodem jest choćby ten mój blog, dawno nie aktualizowany. Ale obiecuję poprawę.

10 lut 2015

Biznes otwarty wygrywa dwa razy

Przeglądaliście amerykańskie czasopisma biznesowe? Gdyby wiedzę o gospodarce czerpać tylko z nich, bylibyśmy przekonani, że za oceanem sukces goni sukces. A nawet jeśli w jakimś momencie właścicielowi/ managerowi powinęła się noga to i tak jest w stanie przekuć to zwycięstwo, bo jest o jedno doświadczenie biznesowe bogatszy. 

U nas póki co o sukcesach milczymy, zasłaniając się argumentem, że „pieniądz lubi ciszę”, lub stwierdzeniem, „nie będziemy podpowiadać konkurencji”. Poza tym zawistników i hejterów nie brakuje, prawda? A o porażkach również wspominać nie warto, nie pozwolimy na błędach nikomu się uczyć (sobie przy okazji również). A zatem kumulujemy wiedze, doświadczenie i strzeżemy ich zazdrośnie.
 Na profilach amerykańskich przedsiębiorców z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem,  często można zauważyć dopisek: mentor. Mentoringiem zajmują się nie tylko biznesmeni –emeryci ale również czynni zawodowo. Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, ogromnym kapitałem, wychowywanie kolejnych pokoleń managerów traktują nie tylko jako hobby ale wręcz jako swój obowiązek.
Nie chodzi o propagandę sukcesu. Niektóre polskie biznesy próbowały i próbują bezkrytycznie kopiować amerykańskie wzorce, okraszając to nowomową widzącą sukces wszędzie i zawsze, przyjaznym poklepywaniem, gratulacjami z mało szczerym uśmiechem. Jeśli zatem nie o to chodzi, to o co?

Dzielenie się wiedzą

Na profilach amerykańskich przedsiębiorców z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem,  często można zauważyć dopisek: mentor. Mentoringiem zajmują się nie tylko biznesmeni –emeryci ale również czynni zawodowo. Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, ogromnym kapitałem, wychowywanie kolejnych pokoleń managerów traktują nie tylko jako hobby ale wręcz jako swój obowiązek. Robią to na wiele sposobów: piszą studia przypadków, analizy, pokazują w jaki sposób tworzą strategie, odsłaniają kulisy prowadzenia biznesu. Wydają książki, szkolą, są dobrymi mówcami, motywują, rozwijają. U nas… moim zdaniem tego brakuje. Dlaczego?

Luka w biznesowym myśleniu

Brakuje nam jednego pokolenia przedsiębiorców, którzy z uwagi na system polityczno-gospodarczy nie mieli szansy rozwinięcia swoich talentów. Ci, którzy zakładali biznesy po 89 roku wciąż nie odpuszczają, są aktywni, często nie myślą jeszcze o sukcesji, nie próbują odnaleźć się w roli mentorów, obserwatorów, komentatorów. A młodsi są wciąż na dorobku, głodni sukcesów, zajęci mozolnym rozkręcaniem biznesów, tym bardziej, że brakuje im gotowych wzorców i wskazówek. W zmiennym świecie często dzisiaj nie sprawdza się rozwiązanie, które prowadziło do sukcesu 5 lub nawet 3 lata temu, to prawda. Ale, jak pokazują historie wielu startupów, o ile nie ma co się obawiać o kreatywność i innowacyjność młodego pokolenia przedsiębiorców, o tyle ciężko im poradzić sobie z opanowaniem żelaznych prawd prowadzenia biznesu: choćby tego, że wpierw trzeba znaleźć klienta, który zapłaci za nasz produkt, niż poświęcenie 100% czasu na dopieszczanie swojego produktu, po to żeby na końcu dowiedzieć się, że rynek przechodzi obok niego zupełnie obojętnie. Dlatego w realnym biznesie zazwyczaj lepiej radzą sobie startupy, które wzięli pod swoje skrzydła inwestorzy prywatni. Wchodząc z wiedzą i kapitałem do firmy, jednocześnie pilnują swojego – po części – biznesu.

Współpraca procentuje

W poprzedniej perspektywie budżetowej Unia Europejska wspierała m.in. biznesową kooperację, dając pieniądze m.in. na tworzenie klastrów. Więc powstały nad Wisłą i Wartą liczne klastry: spożywcze, budowlane, wydawnicze. Ich celem miała być współpraca, szansa dla MSP na osiągnięcie synergii w myśl zasady „duży może więcej”. Problem w tym, że członkom klastrów (w większości) brakuje cechy niezbędnej do współpracy: zaufania. Bo przecież gdy wiem o intratnym kontrakcie, nie podzielę się wiedzą z kolegą z podobnej firmy budowlanej, bo a nuż sprzątnie mi go sprzed nosa zamiast stworzyć wspólną ofertę. Brak zaufania podkopuje istotę klastra i całą ideę kooperacji. Trochę inaczej wygląda to w wypadku firm „nowych”, gdzie młodzi przedsiębiorcy nie mają oporów przed współpracą, widząc korzyści płynące ze współpracy z rzeczywistą czy potencjalną konkurencją. To osobny, duży temat. Dość wspomnieć o „ulicach samochodowych”, czy zrzeszeniach restauratorów. O tym kiedy indziej.

Wracając do punktu wyjścia

Nie można wymusić na kimś podzielenia się swoją wiedzą. Nie można wyjść jak Irek Bieleninik w reklamie środka do mycia naczyń, który z palcem skierowanym w oko kamery trochę grozi: „Nie jesteś przekonana? Przyjedziemy do ciebie z kamerą!”. Ale też nie o to chodzi. Miejmy nadzieję, że przedsiębiorcy sami niedługo zrozumieją, że zaufanie w biznesie, współpraca no i dzielenie się doświadczeniem tworzy korzyści i wraca procentując.


#zaufaniewbiznesie #współpraca #dzielsięwiedzą #doświadczenieprocentuje